Ulf napisał(a):
hmmm...dziwie sie troche Twojemu "usmieszkowi" Softonie, bo Driada miala jak najbardziej racje.
Z tego co piszesz wynika, ze tym czego poszukujesz jest Teilhardyzm - a on jest jak najbardziej chrzescijanski.
Naprawde, sprobuj spytac na jakims "fachowym" forum chrzescijanskim.
Zdecydowanie to o czym mówię pasuje mi bardziej do
Panteizmu,
albo
Panenteizmu.
W chrześcijaństwie masz naukę o zbawieniu i potępieniu.
Absolut karzący ludzi za grzechy, kiedy sam jest dobrem, jak i złem ?
W sumie czemu nie, prawda ? Absolut, czyli wszystko, posiada również hipokryzję.
To by oznaczało, że jesteśmy kukiełkami i myszkami w jego cyrku, gdzie daje zakazy, kary i nagrody.
Absolut w końcu może wszystko, prawda ?
Czy to jest chrześcijaństwo o którym mówił Teilhard ?
Nie chcę wybierać sobie wiary, która bardziej mi się podoba,
a tą która jest
prawdziwa, nawet jeżeli oznacza wiarę w okrutny absolut, który wymyślił sobie zbawienie i potępienie.
Teraz jednak pytanie jest takie; skąd mam wiedzieć co wymyślił sobie absolut ?
Mógł wymyślić sobie jak hipokryta zbawienie i potępienie, ale z jakiej paki człowieczek może o tym wiedzieć ?
Gdyby ludzie wiedzieli o jego okrutnej grze, nikt by nie nazywał go miłością, prawda ?
Ale w sumie absolut jest również miłością siłą rzeczy, ale to znowu nasuwa, że to, że jest jednak największym hipokrytą jakiego można sobie wyobrazić, czyli jednak nie może być miłością.
Ogromny absurdalny Paradoks, którym Absolut również
może być, bo jest przecież
wszystkim.
Nie mniej jako, że człowiek nie może ogarnąć myślenia Absolutu, bo może On robić co mu się podoba, nie ma racjonalnych podstaw do oceniania go, bo prowadzi to do takich paradoksów jak powyżej.
Reasumując: Mam wątpliwości, czy aby zaproponowany Teilhardyzm był tym co jest
prawdziwe.
Bo raz; nie ma racjonalnych podstaw twierdzić, że to właśnie Bóg absolutny zsyła wizję potępienia, albo zbawienia.
Bo dwa; W całym chrześcijaństwie Bóg jest nazywany tylko i wyłącznie miłością, a na dodatek zapomniałem o tym wspomnieć, jest wspominane w biblii,
że to Bóg, który
brzydzi się zła i grzechu.
Skoro się brzydzi zła, to i nie może być absolutem, który jest dobrem i złem. Nawet takie coś nie przejdzie w przypadku absolutu i to w sumie jest rzecz z której nie da się zrobić paradoksu.
Innymi słowy
jeżeli Ulfie miałeś na myśli, że Teilhardyzm zawiera w sobie wiarę w Absolut, to nie może to być chrześcijaństwo, gdzie właśnie chrześcijańska biblia sama przeczy absolutyzmowi Boga, a wskazuje na jego Osobowy charakter.
Brzydzi się zła i je odrzuca, karząc swoje twory za to, że zwracają się w jego kierunku.
To kompletnie nie jest nauka o Absolucie, dlatego Teilhardyzm
po tej skromnej dedukcji jednoznacznie mogę powiedzieć, że nie jest dla mnie, bo według tej koncepcji przeczyłby sam sobie.
Poświt napisał(a):
Agnostycyzm zakłada niepoznawalność. I jeśli już to przy przyjęciu jednego z dwóch założeń agnostycyzmu (nie da się udowodnić istnienia Boga, nie da się udowodnić nieistnienia Boga), tego drugiego, skąd pewność że jest jeden i to w dodatku jako absolut? A tak w ogóle to: "Sifsosav Shoshanim Notfos Mor Over" "she'Shonim Notfos Mar" - jakby odwrotność nauczania? Wprowadzanie zamieszania, zmyłka taka? Czy nie odwrotność lecz po prostu usta pełne goryczy?
Powiedział bym, że mam w sobie pełno goryczy, że nie potrafię ciągle odnaleźć swojego światopoglądu i swojej wiary.
Wiara w absolut zaczyna mnie przyciągać, bo nic innego nie dawało mi dotąd w miarę sensownych odpowiedzi.
Na pewno nie jest to jednak Teilhardyzm, a bardziej Panteizm, albo Panenteizm.
W każdym razie są to wiary ku którym bym się, jak już najbardziej skłaniał.
Cały czas jednak zaznaczam, że cechuje mnie zarąbiste niezdecydowanie agnostyka.
Agnostycyzm nie musi przecież oznaczać braku całkowitej możliwość poznania czegokolwiek,
są różne formy agnostycyzmu, oraz o różnej sile w zależności od jednostki.
Moja forma agnostycyzmu, to zdaje się najtrafniej Teizm agnostyczny z tym, że ja sam nie wiem w co wierzyć, ale zakładam, że mogę w coś wierzyć i automatycznie chociaż częściowo osłabić go i wnieść do życia trochę światła, a nie ciągłą niepewność.
Nie trzymam się agnostycyzmu, nie jest mi on potrzebny, bo nie daje odpowiedzi, ani nie uważam go za jedyną i to właściwe myślenie,
dlatego poszukuję, a nie pozostawiam wszystko w agnostycznym "Nie wiem".
Driada napisał(a):
JHWH Softon. Szukajcie a znajdziecie.
Znaczy się "Jestem, który Jestem".
Nie znaczy to o niczym, ani o Osobowym charakterze Boga, ani o Absolutnym. Była to zwyczajna odpowiedź Boga do Mojżesza, która miała oznaczać, że człowiekowi nie potrzebne jest znać imienia Boga.
W każdym razie nie ma to żadnego charakteru Absolutnego.