rawimir napisał(a):
Taka postawa nie przemawia do mnie. Wynika z niej, że życie istnieje dla życia. Przekładając to na język etyki, można wywieźć tezę, że życie jest wartością samoistną. Stąd można wywieść tezę, ze skoro, życie jest wartością, to np. kara śmierci godzi w tę wartość i jest zła.
?mierć nie jest końcem życia. Życie to ciągła transformacja. Ciało ludzkie po śmierci zmienia się, dezintegruje, ale nadal uczestniczy w Kole Życia.
rawimir napisał(a):
Pal licho kara śmieci. W naszym poprawnym politycznie świecie uznano to za zło. Ale aborcja nie jest już tak powszechnie traktowana. Nie wnikając w spory ideologiczne, od kiedy zaczyna się człowiek, to faktem jest, że płód żyje. Skoro życie istnieje samo dla siebie, to również aborcja jest złem absolutnym.
Ja nie używam od dawna pojęć takich jak dobro i zło. Tym bardziej obce mi jest pojęcie "zła absolutnego". Nie widzę nic "złeg" w aborcji. Wręcz przeciwnie, uważam, że kobiety powinny mieć możliwość przeprowadzania aborcji, zwłaszcza w sytuacji, gdy naszemu światu grozi przeludnienie. Oczywiście zamiast aborcji lepiej jest stosować antykoncepcję. No, ale to już inny temat.
rawimir napisał(a):
Można snuć dalej te rozważania, życie zwierząt, które spożywamy. Jeśli życie jest wartością samą w sobie, to nie powinniśmy spożywać zwierząt, przecież żyją. Ba zwierząt, w ogóle nie powinniśmy spożywać żywych organizmów, w tym i roślinek. Powinniśmy dostarczać naszym organizmom jedynie związki chemiczne, najlepiej w zmineralizowanej formie materii nieożywionej a wówczas będziemy mieli pewność, że nie unicestwiamy życia w procesie podtrzymywania życia.
Ty uważasz, że śmierć jakiegoś organizmu jest czymś ostatecznym. Ja uważam, że to część procesu, który odbywa się stale i, który będzie się odbywał niezależnie od dywagacji etyków i filozofów.
rawimir napisał(a):
Nie, nie zgadzam się z takim poglądem. Życie nie istniej wyłącznie dla samego życia. Życie istnieje dla ewolucji ducha. Dla rozwoju duchowego. Jak dla mnie, dla rozwoju duchowego indywidualnych dusz/jaźni.
Dla mnie rozwój duchowy, czy intelektualny jest jedynie pobocznym efektem życia. Nie znalazłem dotąd argumentów, które by mnie przekonały, że jest inaczej.
rawimir napisał(a):
Przyjęcie innego poglądu, sprawia, że ból istnienia mógłby być bez znaczenia. Niczemu nie służyłyby wszelkie traumy jakich doświadczamy w życiu. Nie miałyby znaczenia nasze uczynki. Nie miałoby znaczenia to, że komuś wyrządzam krzywdę, bo co prawda godziłbym w wartość jaką jest życie, tylko cóż z tego. Tak naprawdę nic nie miałoby znaczenia. Więc ta bezsensowność egzystencji byłaby nie do zniesienia.
Nie do końca rozumiem przesłanki jak z faktu, że życie nie ma celu samym sobie można wywnioskować, że zycie jest najwyższą, chronioną wartością. Ból, choroby, cierpienie są efektami konstrukcj tego świata, a nie lekcjami, z których mamy wyciągnąć wnioski. Oczywiście możemy je wyciągać. Cierpienie może być przyczyną duchowej transformacji. Ale nie musi i pozostanie wtedy tylko cierpieniem. Sens własnej egzystencji nadajemy my sami. Dla Ciebie jest nim rozwój, dla mnie jest nim coś innego.
rawimir napisał(a):
No chyba, że przyjmiemy założenie, że cały świat jest ułudą. Tylko po co, w niej uczestniczymy. Co za chory umysł wytwarza tę ułudę? Jeśli przyjmiemy, że świat jest ułudą, wówczas przestanie istnieć cierpienie, choroby, strach, miłość, radość.
Nie rozumiem dlaczego bezcelowość istnienia miała by prowadzić do wniosku, że świat jest ułudą.
rawimir napisał(a):
Jak powiedziałem na wstępie tego wątku, jestem zdecydowanym zwolennikiem koncepcji celowej, sterowanej prawem przyczyny i skutku (karmy) wędrówki indywidualnych dusz, której celem jest wzrost samoświadomości. Przy czym skutki naszych działań wcale nie musza pojawiać się dopiero w olejnych życiach. Mogą pojawić się i w obecnym.
Dla mnie istnieje tylko przyczyna i skutek. Ciągła przemiana. Nauka i rozwój duchowy są efektem pobocznym tych proesów. To, że niektórzy ludzie czynią z samodoskonalenia priorytet nie czyni tego wartością uniwersalną. Tym czasem nawet najbardziej uduchowieni rodzą się i umierają. Ich ciała gniją tak samo jak ciała duchowych ignorantów.
rawimir napisał(a):
Dualizm duszy i ciała jest logiczną konsekwencją takiego podejścia. Bo, co prawda, można przyjąć założenie o równoważności materii i energii i dalej stwierdzić, że forma duchowego bytowania jest pewną formą manifestowania się energii ale na poziomie życia tu i teraz dualizm ducha i materii manifestuje się na przykład w chwili śmierci. Dla mnie, śmierć oznacza dezintegracje bytu materialno-duchowego i rozpad jego materialnej manifestacji, natomiast część duchowa, jaźń trwa nadal i z czasem przybiera kolejną postać materialno-duchową, czyli rodzi się ponownie.
Ja w tym temacie zgadzam się z Draki.
rawimir napisał(a):
Stwierdzić, że bywają różne systemy moralne i dlatego wszystko jest względne, to tak jakby nic nie powiedzieć. Człowiek jest istotą społeczną i potrzebuje zbioru zasad, którymi się powinien kierować, żyjąc w społeczeństwie. Zatem ten nawet mocno zindywidualizowany zbiór zasad musi być koherentny ze struktura społeczną, w której jednostka funkcjonuje. Inaczej stawia się poza grupą.
A co to ma wspólnego z naszą dyskusją? To znaczy jak Twój wywód ma się do różnych podejść do życia i śmierci, czy reinkarnacji?
Pozdrawiam,
Accolon