Międzynarodowa Federacja Pogańska

Forum PFI PL
Teraz jest wtorek, 21 kwietnia 2026, 05:00

Wszystkie czasy w strefie UTC + 2 [czas letni (DST)]




Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 149 ]  Przejdź na stronę 1, 2, 3, 4, 5  Następna strona
Autor Wiadomość
 Tytuł: Czy istnieje reinkarnacja?
PostNapisane: środa, 16 stycznia 2008, 00:57 
Offline
Arcyrozmowny
Avatar użytkownika

Dołączył(a): wtorek, 11 września 2007, 21:13
Posty: 382
Lokalizacja: Warszawa
Przy okazji rozmowy na temat różnic między mną a Accolonem pojawił się temat reinkarnacji. W zwiazku z tym proponuje dyskusję na ten temat.

Rawimir



rawimir napisał(a):
Accolon napisał(a):
Jak pisał Cyprian Kamil Norwid, najważniejsze jest "by różnić się pięknie".


jasne, tylko w czym? :shock:

Choćby w podejściu do reinkarnacji. :wink: Ale w tym momencie może dobrze by było zacząć nowy temat. Albo przenieść dyskusję do realu.

Pozdrawiam,
Accolon.


Ostatnio edytowano środa, 16 stycznia 2008, 02:05 przez Jelonek, łącznie edytowano 1 raz

Góra
 Zobacz profil Wyślij e-mail  
 
 Tytuł: Re: Czy istnieje reinkarnacja?
PostNapisane: środa, 16 stycznia 2008, 01:28 
Accolon napisał(a):
Choćby w podejściu do reinkarnacji. :wink: Ale w tym momencie może dobrze by było zacząć nowy temat. Albo przenieść dyskusję do realu.
[/b]


Przeniesienie dyskusji do realu jest raczej trudne, zważywszy dystans jaki nas dzieli. Ok. 350 km w całkiem dosłownym sensie. ;)

Zatem proponuję nowy wątek.

Jak już wcześniej wspominałem jestem przekonany o istnieniu reinkarnacji. Uważam, że dusza człowieka jest indywidualnym bytem utkanym z tej samej materii, co bogowie. Okresowo wciela się, czyli rodzi na nowo.

Pamięć poprzednich żyć, jest zazwyczaj zasłonięta a czasem tylko lekko przytłumiona. Jednak uczynki z wczesniejszyh żyć mogą wywoływać skutki w obecnym. Także każdego dnia działając tworzymy powody przyszłych zdarzeń, które nastąpią w tym lub kolejnych życiach.

Celem cyklu narodzin i śmierci i ponownych narodzin jest samodoskonalenie, wzrost świadomości, ruch ku boskości. To tak w dużym skrócie.

Jaki jest wasz stosunek do reinkarnacji?


Góra
  
 
 Tytuł: Re: Czy istnieje reinkarnacja?
PostNapisane: środa, 16 stycznia 2008, 02:04 
Offline
Arcyrozmowny
Avatar użytkownika

Dołączył(a): wtorek, 11 września 2007, 21:13
Posty: 382
Lokalizacja: Warszawa
rawimir napisał(a):
Jak już wcześniej wspominałem jestem przekonany o istnieniu reinkarnacji. Uważam, że dusza człowieka jest indywidualnym bytem utkanym z tej samej materii, co bogowie. Okresowo wciela się, czyli rodzi na nowo.


Ja też wierzę w istnienie duszy i reinkarnację. Nie wiem jednak z czego jest zbudowana i czym tak naprawdę jest dusza. Tym bardziej nie mam pojęcia z jakiej materii są stworzeni Bogowie. I czy jest to ta sama materia, z której stworzona jest dusza.

rawimir napisał(a):
Pamięć poprzednich żyć, jest zazwyczaj zasłonięta a czasem tylko lekko przytłumiona. Jednak uczynki z wczesniejszyh żyć mogą wywoływać skutki w obecnym. Także każdego dnia działając tworzymy powody przyszłych zdarzeń, które nastąpią w tym lub kolejnych życiach.


Zgadzam się. Dla mnie prawo karmy to prawo przyczyny i skutku. Skutki naszych działań ponosimy przede wszystkim w tym życiu, ale często i w następnych.

rawimir napisał(a):
Celem cyklu narodzin i śmierci i ponownych narodzin jest samodoskonalenie, wzrost świadomości, ruch ku boskości. To tak w dużym skrócie.


Zupełnie się z tym nie zgadzam. Nie sądzę, żeby życie ludzkie miało jakiś cel… poza życiem samym w sobie. Nie sądzę by celem kolejnych inkarnacji było zbliżenie nas ku Bogom, czy jakaś szczególna ewolucja duchowa. Wyciąganie wniosków z naszych błędów czy szeroko pojęty rozwój ułatwiają nam życie, ale nie są, według mnie, celem samym w sobie. Tym bardziej, nie wydaje mi się, żeby były uniwersalną zasadą. Wszechświat to dla mnie nie jest jeden wielki duchowy uniwersytet. Wszechświat po prostu jest.

Pozdrawiam,
Accolon.


Góra
 Zobacz profil Wyślij e-mail  
 
 Tytuł: Re: Czy istnieje reinkarnacja?
PostNapisane: środa, 16 stycznia 2008, 15:46 
Offline
Arcyrozmowny
Avatar użytkownika

Dołączył(a): czwartek, 4 października 2007, 10:30
Posty: 636
Lokalizacja: Wilkowo
A czy wiara dawnych Slowian ze dusza ludzka moze powrocic na ziemie (np. pod postacia zwierzeca, najczesciej ptaka) nie jest forma wiary w reinkarnacje?

I troche inna koncepcja - jesli przyjmiemy ze wszystko przenika pewien boski pierwiastek sprawczy, a metawszechswiat jest wieczny, nieskonczony i nieograniczony, to czy nie mozemy przyjac ze skoro zaistnielismy raz istniejemy wiecznie (majac nieskonczonoc i wiecznosc odradzamy sie ciagle w roznych miejscach i czasach, na swiatach mniej lub bardziej podobnych lub wrecz identycznych)? Czy to takze klasyfikuje sie jako reinkarnacja?


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł:
PostNapisane: czwartek, 17 stycznia 2008, 00:02 
Offline
Arcyrozmowny
Avatar użytkownika

Dołączył(a): piątek, 11 stycznia 2008, 17:36
Posty: 627
Lokalizacja: Zachodnie rubieże
Ja nie wykluczam istnienia reinkarnacji, ale też w nią nie wierzę.
Pomysł, że po śmierci tu wracamy, zasmuca mnie głęboko :/


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł:
PostNapisane: czwartek, 17 stycznia 2008, 00:29 
Offline
PFI
Avatar użytkownika

Dołączył(a): wtorek, 11 września 2007, 15:12
Posty: 732
Lokalizacja: Tczew / Gdańsk
Hmm to ja tak krótko. Reinkarnacja tak ale... Tak ale nie w sensie osobowym, jednostkowym. Reinkarnacja ludzkości bardziej. Jako doskonalenie w obrębie gatunku (I co by nie było, inne gatunki w obrębie swojego gatunku). I na wyższym poziomie doskonalenie wszechświata jako całości (coś alla grecka tendencja sprowadzania wielości do jedności). Wieczne dążenie do doskonałości wszechświata jako takiego. Ja jestem małym tego wszechświata pierwiastkiem i dążąc do doskonałości dokładam swoją cegiełkę. Po śmierci rozpadam się na nieskończenie wiele części, z których zbudują się kolejne byty, które dążyć będą do doskonałości... i tak dalej. Ja jako byt sam w sobie jestem złudzeniem, jestem sumą przypadłości, toteż reinkarnacja czystego "ja" nie jest możliwa. To koncepcja ukuta na poczekaniu, otwarta na krytykę celem doskonalenia. :)

_________________
"Wyrocznia Bogów to Dziecięcy Głos Miłości w twej własnej Duszy. Usłysz go!" - Aleister Crowley


Góra
 Zobacz profil Wyślij e-mail  
 
 Tytuł:
PostNapisane: czwartek, 17 stycznia 2008, 03:16 
Offline
Arcyrozmowny
Avatar użytkownika

Dołączył(a): piątek, 11 stycznia 2008, 17:36
Posty: 627
Lokalizacja: Zachodnie rubieże
Podoba mi się ta teoria.
To by znaczyło, że isnieje nieskończenie wiele rzeczywistości, każda o stopień wyżej na szczeblu ewolucyjnym. Bo mieć nadzieję, że ten rozwój następuje tylko w naszym kontinuum czasoprzestrzennym, byłoby zbytkiem optymizmu :)
Osobiście jednak nadal wolałabym, żeby po śmierci następowało rozpłynięcie się w brahmanie :oops:


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł:
PostNapisane: czwartek, 17 stycznia 2008, 10:07 
Offline
Arcyrozmowny
Avatar użytkownika

Dołączył(a): czwartek, 4 października 2007, 10:30
Posty: 636
Lokalizacja: Wilkowo
Driada napisał(a):
Hmm to ja tak krótko. Reinkarnacja tak ale... Tak ale nie w sensie osobowym, jednostkowym. Reinkarnacja ludzkości bardziej. Jako doskonalenie w obrębie gatunku (I co by nie było, inne gatunki w obrębie swojego gatunku). I na wyższym poziomie doskonalenie wszechświata jako całości (coś alla grecka tendencja sprowadzania wielości do jedności). Wieczne dążenie do doskonałości wszechświata jako takiego. Ja jestem małym tego wszechświata pierwiastkiem i dążąc do doskonałości dokładam swoją cegiełkę. Po śmierci rozpadam się na nieskończenie wiele części, z których zbudują się kolejne byty, które dążyć będą do doskonałości... i tak dalej. Ja jako byt sam w sobie jestem złudzeniem, jestem sumą przypadłości, toteż reinkarnacja czystego "ja" nie jest możliwa. To koncepcja ukuta na poczekaniu, otwarta na krytykę celem doskonalenia. :)


Drada - jedno nie musi poniekad przeczyc drugiemu... ;)


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł:
PostNapisane: czwartek, 17 stycznia 2008, 17:15 
Offline
PFI
Avatar użytkownika

Dołączył(a): wtorek, 11 września 2007, 15:12
Posty: 732
Lokalizacja: Tczew / Gdańsk
Candomble napisał(a):
Bo mieć nadzieję, że ten rozwój następuje tylko w naszym kontinuum czasoprzestrzennym, byłoby zbytkiem optymizmu :)


Ja bym przyjęła za Kantem, że czas i przestrzeń są wpisane w podmiot poznający i nie istnieją same w sobie. Więc w mojej koncepcji to nadal jedna rzeczywistość.

Rork napisał(a):
Drada - jedno nie musi poniekad przeczyc drugiemu...


Znaczy reinkarnacja w sensie osobowym i ewolucja wszechświata jako całości? (Pytam bo nie bardzo przytomna jestem :wink: )
Nie musi, myślę, że można by to pogodzić, jednak moja koncepcja (na chwilę obecną - bo ciągle się tworzy) zakłada iluzyjność ego.

_________________
"Wyrocznia Bogów to Dziecięcy Głos Miłości w twej własnej Duszy. Usłysz go!" - Aleister Crowley


Góra
 Zobacz profil Wyślij e-mail  
 
 Tytuł:
PostNapisane: piątek, 18 stycznia 2008, 00:19 
I ja wierze w reinkarnacjie choc robie to jakby wbrew sobie. Wolalabym nie wierzyc bo wcale mi sie nie podoba ze bede musiala wrocic i zaczynac wszystko od poczatku. Zebym choc jeszcze mogla pomietac dokladnie poprzednie zycia zeby nie popelniac tych samych bledow i w ogole czerpac z porzedniego doswiadczenia to moze byla bym bardziej entuzjastycznie do tego nastawiona. A tak to mi sie zwyczjanie nie chce odwalac zycia jeszcze raz. Chetnie bym sie rozplynela, stala jednoscia ze wszystkim, zatracila swoje ja. Jedyna pociecha w tym ze moze kiedys w ktoryms zyciu uda mi sie zrozumiec po co ta inkarnacjia i wtedy uda mi sie ja nalezycie docenic.

Niestety wierze w wedrowke dusz. Zwalaszcza przemawiaja do mnie staroegipski model istory czlowieka i kabalistyczna koncepcja rozwoju swiata. Egipcjanie wierzyli ze czlowiek sklada sie z osmiu roznych warst: ka, ba, nam,za,etc. Czesc z nich smiertelna, czesc niesmiertelna a nawet semi-boska. Czesc czlowieka istnieje wiecznie podczas gdy inne czesci umieraja. Polecam ksiazke Joan Grant 'Winged Pharaoh' z serii 'Far memory books'. Nie koniecznie trzeba wierzyc w nie jako prawdziwe przekazy ale i tak czyta sie wspaniale.

Poza tym wierze ze czas wcale nie jest linearny, przestrzen tez sie rozni od naszej o niej koncepcji. Co za tym idzie odrodzic mozna sie nie tylko w pzryszlosci jak i przeszlosci a takze w innym universie.

A w mysl zasady hermetycznej 'as above so below' wierze ze zarowno jednostki sie odradzaja jak i cala ludzkosc a nawet caly wszechswiat.

I wcale nie wiem czemu w to wszystko wierze. Wcale nie wynika to z moich przemyslen. Nie podchodze do tego tematu intelektualnie. Po prostu to czuje i nic nie moge na to poradzic. A ostatnio jeszce sie w tym upewnilam. Rok temu urodzilam synka i obserwujac go zauwazylam jaki czasami bywal nieziemsko sfrustrowany tym ze nie umial siedziec, wstac, chodzic czy mowic. Widac bylo ze chce sie porozumiec lub usiasc i nie moze. Patrzylam na niego i ogarniala mnie calkowita pewnosc ze pamieta ze mogl kiedys mowic, i poruszac sie samemu i ze wkurza go niesamicie to ze teraz nie moze. jestem ciekawa czy inne matki i ojcowie na forum maja podobne doswiadczenia.

Chcialabym wiedziec czy macie jakies doswiadczenia z reinkarnacja. Chyba ktos pisal w jakims innym miejscu ze praktykuje regresje do poprzednich wcielen. Kto to byl? Czy pamietacie zycia tak ze jestescie pewni ze to wlasnie przeszlosc czy macie tylko jakies pzreblyski ktore moga choc nie musza wskazywac na poprzednie zycie? Ja mam tylko przeblyski i jesli sie temat rozwinie to chetnie opowiem.


Góra
  
 
 Tytuł:
PostNapisane: piątek, 18 stycznia 2008, 09:24 
Offline
Arcyrozmowny
Avatar użytkownika

Dołączył(a): środa, 12 września 2007, 20:43
Posty: 156
Lokalizacja: Łuków
moja koncepcja reinkarnacji wygląda mniej więcej tak:
reinkarnacja tak, jak najbardziej. ale. podobnie jak u Egipcjan, dusza ma kilka warstw - jedna może pozostać na ziemi, druga - reinkarnuje, trzecia - odchodzi Gdzieś :). Przy czym to oczywiście tylko robocza teoria :P

Cytuj:
Poza tym wierze ze czas wcale nie jest linearny, przestrzen tez sie rozni od naszej o niej koncepcji. Co za tym idzie odrodzic mozna sie nie tylko w pzryszlosci jak i przeszlosci a takze w innym universie.


zgadzam się z tym. jak dla mnie czas jest nie tyle linearny, co przypomina druciak do zmywania po miesiącu używania :P.

_________________
Things which are gone in the morning:
confidence, women, true stories, kisses...


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł:
PostNapisane: piątek, 18 stycznia 2008, 10:13 
Offline
Arcyrozmowny
Avatar użytkownika

Dołączył(a): czwartek, 4 października 2007, 10:30
Posty: 636
Lokalizacja: Wilkowo
Zoria napisał(a):
moja koncepcja reinkarnacji wygląda mniej więcej tak:
reinkarnacja tak, jak najbardziej. ale. podobnie jak u Egipcjan, dusza ma kilka warstw - jedna może pozostać na ziemi, druga - reinkarnuje, trzecia - odchodzi Gdzieś :).


Slowianie tez wierzyli, ze dusza ma wiecej niz jedna skladowa - p. szerszy opis w tym watku:
http://forum.paganfederation.pl/viewtopic.php?t=148


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł:
PostNapisane: piątek, 18 stycznia 2008, 14:53 
Offline
Kapłanka Hathor
Avatar użytkownika

Dołączył(a): sobota, 8 września 2007, 22:33
Posty: 3271
Lokalizacja: lubelskie
Nie wiem czy można to nazwać "wiarą" w reinkarnację, ale czuję po prostu, że coś w tym jest. Nie pamiętam poprzednich wcieleń, ale czuję, że je miałam i według mnie nie tylko ludzkie. Reinkarnacja jest koncepcją, która pozwala mi lepiej zrozumieć siebie, bez tego wyjaśnienia pewne rzeczy w moim życiu byłyby nielogiczne.
Nie starałam się dotąd w jakiś systematyczny sposób "dogrzebać się" do jakichś wspomnień z poprzednich wcieleń, nie było mi to potrzebne. Mam tylko pewne przeczucia, co to mogło być. Nie sądzę też, by to wcielenie miało być moim ostatnim, mam sporo rzeczy do zrobienia i nie wiem czy się wyrobię :)
Podzielam pogląd, że skladamy się z kilku ciał/ warstw i część z nich się rozpada, część kontynuuje istnienie. Tak więc ta osobowość, jaką tworzę w tym życiu, mająca konkretne imię i nazwisko rozpadnie się po śmierci, ale miałam już sporo imion, więc jakoś to przeżyję :D

_________________
Obrazek


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł:
PostNapisane: środa, 23 stycznia 2008, 01:22 
Offline
Arcyrozmowny
Avatar użytkownika

Dołączył(a): sobota, 29 września 2007, 16:35
Posty: 133
Lokalizacja: Kraków
Dla mnie tak- reinkarnacja istnieje. Widzę ją każdego dnia, w każdym cyklu Koła, ale muszę tu zaznaczyć, że rozumiem ją w sposób, powiedziałabym, czysto fizykalny. Po pierwsze nie widzę potrzeby dzielenia świata na dwoje i traktowania go w sposób dualistyczny - duch/materia, czy też dusza/materia itd. Dla mnie świat jest jeden, duch i materia to tylko dwa sposoby patrzenia na to co jest jedno. Co za tym idzie reinkarnacja to dla mnie ciągły proces przechodzenia jednych form w drugie. Człowiek rośnie, żyje, umiera, potem rosną na nim kwiatki i staje się ich częścią, zżerają go jakieś tam żuczki i staje się ich częścią - reinkarnuje się - wciela się ponownie, tyle, że w sposób ciągły, a nie na zasadzie "hyc dusza robi hop do innego ciała". W ten sposób świat to jedna wielka reinkarnacja, pulsująca "ameba" zmieniających się form, jednych przechodzących w drugie. Pożerających się nawzajem gwiazd, gnijących ciał i rosnących drzew, które przecież nie rosną same z siebie. To takie może bardziej globalne podejście, mniej indywidualistyczne (bo na logikę nie zakłada, że musi być jakaś "stała cząstka" ludzka, która wędruje w całości), ale najbardziej do mnie przemawia. Moja odpowiedź brzmi więc - tak, wierzę w reinkarnację.

_________________
Zapytaj zwierząt - pouczą
I ptaki w powietrzu powiedzą.
Zapytaj Ziemi - wyjaśni


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł:
PostNapisane: środa, 23 stycznia 2008, 11:36 
Offline
Arcyrozmowny
Avatar użytkownika

Dołączył(a): czwartek, 17 stycznia 2008, 08:42
Posty: 246
Lokalizacja: Midgard
Mój pogląd w tej sprawie jest bardzo podobny jeśli chodzi o mechanizm owego przekształcania. Tyle, że ja nie nazywam tego reinkarnacją, ale recyklingiem odpadów materialno-duchowych. Czyli wierząc w to samo, nie wierzę w reinkarnację. Jak zwał, tak zwał, chodzi o jedno ;)

_________________
ObrazekTrolling provided by TIS - Trolling Internet Solutions
[TM of Björn The Bohemian]


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł:
PostNapisane: środa, 23 stycznia 2008, 17:00 
Offline
Kapłanka Hathor
Avatar użytkownika

Dołączył(a): sobota, 8 września 2007, 22:33
Posty: 3271
Lokalizacja: lubelskie
Krążenie materii w przyrodzie to fakt, więc dla mnie nie wiąże się to z wiarą. Mam jednak pytanie do przedmówczyń Drakonarii i Marty Małgorzaty: czy wierzycie w coś, co istnieje choćby częściowo niezależnie od tej materii, która tworzy nasze ciała?
Nauka oprócz materii opisuje też krażenie energii i przemiany materia - energia (równanie Einsteina), ale czytałam też o czymś trzecim, co można nazwać informacją... albo może duchem, tylko na razie nie wymyślono jeszcze równania, które włączałoby informację w przemiany energia-materia*.
Słowo reinkarnacja oznacza dosłownie "powtórne wcielenie", co moim zdaniem sugeruje, że chodzi tu o ciągłość ducha, a nie ciała, w tym sensie, że wierzono w jakiś rodzaj ciągłości duchowej między wcieleniami X-a, ale raczej nie zawracano sobie głowy tym, że atomy, które tworzyły ciało X są obecnie częścią trawy i drzew.
Jestem ciekawa jak to odbieracie.

* Nie jestem fizykiem, jeśli ktoś się lepiej na tym zna, to proszę o zabranie głosu.

_________________
Obrazek


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł:
PostNapisane: środa, 23 stycznia 2008, 17:30 
Offline
Arcyrozmowny
Avatar użytkownika

Dołączył(a): sobota, 29 września 2007, 16:35
Posty: 133
Lokalizacja: Kraków
I tak i nie. Nie, bo nie wierzę (tu to już kwestia wiary) w duszę jako coś osobnego od ciała, co właśnie skacze z jednych form materialnych w drugie (bo w sumie czemu tak miałoby być skoro cała otaczająca nas rzeczywistość ma płynny, "szary", nie skokowy, a procesualny charakter - zwykle ciężko powiedzieć gdzie coś się kończy a gdzie zaczyna), a jednocześnie tak, bo jak napisałam wcześniej, na takiej samej zasadzie jak materia ma charakter korpuskularno-falowy, a więc dualny, na takiej samej zasadzie jak materia jest przekładalna na energię (choć to ogromne uproszczenia), to tak samo moim zdaniem (wiara!) kolejnym sposobem patrzenia na świat może być ten "duchowy". Popatrzysz na coś raz i widzisz "cegiełki" materii (charakter korpuskularny), popatrzysz inaczej i widzisz, że to jednocześnie fala. Popatrzysz jeszcze raz i.. dlaczego nie?- zobaczysz, że to "duch". To tylko sposoby patrzenia na to co ciągle stanowi jedność.
I jest to reinkarnacja w tym sensie, że duch, który jest jednocześnie materią wędruje dalej(niekoniecznie w całości) i tworzy kolejne formy świadome, nieświadome, żywe w tradycyjnym sensie tego słowa lub też nie. Dla mnie tradycyjne rozumienie reinkarnacji jest zbyt antropocentryczne, nawet w wydaniu zakładającym, że człowiek może się wcielać w zwierzęta i rośliny. A jeśli jesteśmy jedyni we wszechświecie i walnie w nas asteroid czy cuś? To co reinkarnacja nagle się skończy? I co, czy zaczęła się dopiero wtedy kiedy pojawiło się życie? A czemu niby? Bo jesteśmy jacyś wyjątkowi? Nie wydaje mi się.
I nie słyszałam co prawda o tym czynniku "informacja-duch" itd, ale ciekawie brzmi. Jeśli masz jakieś linki do artykułów czy cuś, to poślij proszę.
I na koniec- to, że kiedyś myślano o reinkarnacji tak lub inaczej nie znaczy, że tak się musi myśleć dziś (zresztą inna sprawa, że najprawdopodobniej idee reinkarnacji wzięły się właśnie z obserwacji cykli w naturze). Tak czy inaczej jeśli się przyjrzeć całej panoramie poglądów, to można by powiedzieć, że zaczyna się od hardcorowego pojmowania reinkarnacji na zasadzie człowiek w człowieka i to jeszcze z karmą i drabinką kolejnych wcieleń i tym podobnymi atrakcjami, aż po to o czym piszę właśnie ja. Te wszystkie wersje to takie continuum i jest ich naprawdę mnóstwo.

_________________
Zapytaj zwierząt - pouczą
I ptaki w powietrzu powiedzą.
Zapytaj Ziemi - wyjaśni


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł:
PostNapisane: środa, 23 stycznia 2008, 17:39 
Offline
Arcyrozmowny
Avatar użytkownika

Dołączył(a): czwartek, 17 stycznia 2008, 08:42
Posty: 246
Lokalizacja: Midgard
Ja przyjmuję do wiadomości istnienie elementu duchowego, jednak traktuję go nierozdzielnie z materią. Można to określić, jako tę trzecią siłę, o której mówisz, jej przemiany są równie silnie wplecione w naturalne współzależności, jak przemiany materialno-energetyczne, ale o ciągłości żywej istoty można mówić jedynie wtedy, gdy wszystkie te trzy składowe funkcjonują równocześnie. W momencie, kiedy następuje dezintegracja na poziomie materialnym i procesy energetyczne zmieniają się (inne są przecież te zachodzące w zwłokach, niż te, które zachodzą w żywym organizmie, wtedy aktywne procesy metaboliczne zostają zastąpione przez następujące z uwolnieniem energii bierne reakcje rozkładu), następuje również rozpad składowej "duchowej".

Moim zdaniem z "duchem" sprawa wygląda podobnie jak z materią. Za życia człowiek (i każda inna istota) stanowi skupisko określonych cząstek, w których zachodzą konkretne procesy energetyczne. Dotyczy to również cząstek "duchowych" - podobnie jak po śmierci rozkłada się materialna część człowieka i następuje jej recykling - zostaje wchłonięta przez glebę i jej mikroorganizmy, które z kolei stają się pożywką dla roślin, czy też staje się elementem łańcucha pokarmowego, to samo dzieje się ze składnikiem niematerialnym - ciągłość istnieje jedynie za życia, po śmierci następuje stopniowy rozkład. Dokładnie tak samo jak z ciałem.

Atomy, które były częścią X-a stają się częścią trawy, gleby, drzew, kamieni i bakterii. Dla mnie podobnie z tym, co składało się na jego ducha - ulega rozproszeniu i również staje się częścią trawy, gleby, drzew, kamieni... etc. I jest to niewątpliwie kwestią wiary, kwestią doświadczenia może stać się w chwili śmierci... Jeśli jakaś ciągłość jednostkowa jednak istnieje, będę wtedy bardzo zawiedziona :D

Nie wierzę w wieczną ciągłość jednostkowego, partykularnego ducha, duszy, świadomości, czy jak to zwał, ale w krążenie go, podobnie jak krążenie w naturze materii i energii. Dla mnie duch jest nierozerwalnie związany z materią i energią. Dlatego właśnie twierdzę, że nie wierzę w reinkarnacje, wierząc w wieczne istnienie ducha, tak jak wieczne są materia i energia. Tyle że ducha nie zachowującego jednostkowej ciągłości, ale włączonego w koło naturalnych przemian - Koło Życia, ale w zasadzie jest to poważne uproszczenie, bo życie w znaczeniu biologicznym jest również tylko jednym z elementów tego Koła, wcale nie najistotniejszym, ja jako "żywe" postrzegam wszystko, w czym zachodzą jakiekolwiek procesy energetyczne - więc w gruncie rzeczy wszystko, co istnieje jest żywe, bo w materii nieożywionej następują choćby drgania atomów... Można by mnie w tej sytuacji uznać za coś na kształt animistki, jednak w znaczeniu nieco innym niż sztywna definicja animizmu.

X jako X przestaje istnieć w chwili śmierci. Podobnie jak w chwili dezintegracji przestaje istnieć skupisko materialno-energetyczna A, gwiazda B, kamień C itd. I wszystkie jego składowe, również ta duchowa, nie zanikają, nie wyparowują, ale włączają się w cykl przemian.

_________________
ObrazekTrolling provided by TIS - Trolling Internet Solutions
[TM of Björn The Bohemian]


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł:
PostNapisane: poniedziałek, 28 stycznia 2008, 13:20 
Accolon napisał(a):
Zupełnie się z tym nie zgadzam. Nie sądzę, żeby życie ludzkie miało jakiś cel… poza życiem samym w sobie. Nie sądzę by celem kolejnych inkarnacji było zbliżenie nas ku Bogom, czy jakaś szczególna ewolucja duchowa. Wyciąganie wniosków z naszych błędów czy szeroko pojęty rozwój ułatwiają nam życie, ale nie są, według mnie, celem samym w sobie. Tym bardziej, nie wydaje mi się, żeby były uniwersalną zasadą. Wszechświat to dla mnie nie jest jeden wielki duchowy uniwersytet. Wszechświat po prostu jest.


Taka postawa nie przemawia do mnie. Wynika z niej, że życie istnieje dla życia. Przekładając to na język etyki, można wywieźć tezę, że życie jest wartością samoistną. Stąd można wywieść tezę, ze skoro, życie jest wartością, to np. kara śmierci godzi w tę wartość i jest zła.

Pal licho kara śmieci. W naszym poprawnym politycznie świecie uznano to za zło. Ale aborcja nie jest już tak powszechnie traktowana. Nie wnikając w spory ideologiczne, od kiedy zaczyna się człowiek, to faktem jest, że płód żyje. Skoro życie istnieje samo dla siebie, to również aborcja jest złem absolutnym.

Można snuć dalej te rozważania, życie zwierząt, które spożywamy. Jeśli życie jest wartością samą w sobie, to nie powinniśmy spożywać zwierząt, przecież żyją. Ba zwierząt, w ogóle nie powinniśmy spożywać żywych organizmów, w tym i roślinek. Powinniśmy dostarczać naszym organizmom jedynie związki chemiczne, najlepiej w zmineralizowanej formie materii nieożywionej a wówczas będziemy mieli pewność, że nie unicestwiamy życia w procesie podtrzymywania życia.

Nie, nie zgadzam się z takim poglądem. Życie nie istniej wyłącznie dla samego życia. Życie istnieje dla ewolucji ducha. Dla rozwoju duchowego. Jak dla mnie, dla rozwoju duchowego indywidualnych dusz/jaźni

Przyjęcie innego poglądu, sprawia, że ból istnienia mógłby być bez znaczenia. Niczemu nie służyłyby wszelkie traumy jakich doświadczamy w życiu. Nie miałyby znaczenia nasze uczynki. Nie miałoby znaczenia to, że komuś wyrządzam krzywdę, bo co prawda godziłbym w wartość jaką jest życie, tylko cóż z tego. Tak naprawdę nic nie miałoby znaczenia. Więc ta bezsensowność egzystencji byłaby nie do zniesienia.

No chyba, że przyjmiemy założenie, że cały świat jest ułudą. Tylko po co, w niej uczestniczymy. Co za chory umysł wytwarza tę ułudę? Jeśli przyjmiemy, że świat jest ułudą, wówczas przestanie istnieć cierpienie, choroby, strach, miłość, radość. Nic nie będzie istniało. Nasza jaźń w chwili śmierci ulegnie dezintegracji a atomy zostaną przerobione na nawóz, by po chwili odrodzić się w formie trawy, kwiatka, bądź drzewa. Ale zdaje się, że to jest buddyjska wizja świata i ponownego wcielania się. Zdecydowanie nie jestem buddystą. Marta Małgorzata nazywa to recyklingiem duchowo-materialnych odpadków. Draki nazywa to reinkarnacją. Zdaje się, ze buddyści też tak to nazywają.

Jak powiedziałem na wstępie tego wątku, jestem zdecydowanym zwolennikiem koncepcji celowej, sterowanej prawem przyczyny i skutku (karmy) wędrówki indywidualnych dusz, której celem jest wzrost samoświadomości. Przy czym skutki naszych działań wcale nie musza pojawiać się dopiero w olejnych życiach. Mogą pojawić się i w obecnym.

Dualizm duszy i ciała jest logiczną konsekwencją takiego podejścia. Bo, co prawda, można przyjąć założenie o równoważności materii i energii i dalej stwierdzić, że forma duchowego bytowania jest pewną formą manifestowania się energii ale na poziomie życia tu i teraz dualizm ducha i materii manifestuje się na przykład w chwili śmierci. Dla mnie, śmierć oznacza dezintegracje bytu materialno-duchowego i rozpad jego materialnej manifestacji, natomiast część duchowa, jaźń trwa nadal i z czasem przybiera kolejną postać materialno-duchową, czyli rodzi się ponownie.

I uprzedzając kwestie związane z etyką. Przyjęcie pewnych założeń ontologicznych dotyczących istnienia bądź nieistnienia duszy, celowości istnienia życia, bądź jego bezcelowości rodzi rozmaite konsekwencje o charakterze etycznym, czyli pozwala dostrzec źródła norm moralnych.

Stwierdzić, że bywają różne systemy moralne i dlatego wszystko jest względne, to tak jakby nic nie powiedzieć. Człowiek jest istotą społeczną i potrzebuje zbioru zasad, którymi się powinien kierować, żyjąc w społeczeństwie. Zatem ten nawet mocno zindywidualizowany zbiór zasad musi być koherentny ze struktura społeczną, w której jednostka funkcjonuje. Inaczej stawia się poza grupą.

Ja mój zbiór zasad wywodzę z koncepcji reinkarnacji, która opisałem wyżej. Tutaj tylko sygnalizuje ten temat. Jeśli ktoś miałby ochotę na podyskutować o etyce w pogaństwie, to proponuje utworzyć nowy wątek.


Góra
  
 
 Tytuł:
PostNapisane: poniedziałek, 28 stycznia 2008, 14:52 
Offline
Arcyrozmowny
Avatar użytkownika

Dołączył(a): czwartek, 17 stycznia 2008, 08:42
Posty: 246
Lokalizacja: Midgard
Jedno pytanie tylko - dlaczego, jeśli uznać życie za wartość samą w sobie, od razu miałoby sie to wiązać z przydawaniem tej wartości kategorii dobra i zła? Życie po prostu jest. Właśnie jako coś na kształt wartości samoistnej, poza kategoriami dobra i zła. "Odbieranie" życia nie musi być złe - bo naturalnym jest, że życie konkretnej jednostki, niezależnie od tego, czy jest to bakteria, czy organizm znacznie bardziej złożony, z ludzkim włącznie, ma prymat nad życiem w ogóle. Bakterie odbierają życie swoim żywicielom by przetrwać. Podobnie inne organizmy. Można uznać, że życie żywi się... życiem - i to również jest forma naturalnego recyklingu.

_________________
ObrazekTrolling provided by TIS - Trolling Internet Solutions
[TM of Björn The Bohemian]


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł:
PostNapisane: poniedziałek, 28 stycznia 2008, 15:23 
Drakonaria napisał(a):
Po pierwsze nie widzę potrzeby dzielenia świata na dwoje i traktowania go w sposób dualistyczny - duch/materia, czy też dusza/materia itd. Dla mnie świat jest jeden, duch i materia to tylko dwa sposoby patrzenia na to co jest jedno. (......) Człowiek rośnie, żyje, umiera, potem rosną na nim kwiatki i staje się ich częścią, zżerają go jakieś tam żuczki i staje się ich częścią - reinkarnuje się - wciela się ponownie, tyle, że w sposób ciągły, a nie na zasadzie "hyc dusza robi hop do innego ciała".


Ciekawe to co napisalas. Nigdy tak tego nie czulam. Co prawda tez wierze ze swiat jest jeden i wszystko jest ze soba powiazane ale dla mnie zawsze jednosc przejawiala sie w wielosci a wielosc w jednosci. Nie wiem czy to tylko taka moja schizofrenia ale jakos te dwa pojecia wcale sie nie wykluczaja. Mimo wiec ze czlowiek jest jeden nie widze duszy czy ducha jako jednosci w cialem materialnym. Sa to aspekty pewnej calosci/jednosci ale sobie nie rownoznaczne. No i mam nadzieje ze jak juz umre to tylko moje cialo zostanie zjedzone (chociaz marzy mi sie prawdziwy poganski stos) a duszy/ducha robaczki nie dostana.


Góra
  
 
 Tytuł:
PostNapisane: poniedziałek, 28 stycznia 2008, 15:26 
Marta Małgorzata napisał(a):
Jedno pytanie tylko - dlaczego, jeśli uznać życie za wartość samą w sobie, od razu miałoby sie to wiązać z przydawaniem tej wartości kategorii dobra i zła?


Żeby nie popłynąć jak listek na rozszalałym oceanie.

Nie mówię, że życie musi być bezwzględnie punktem odniesienia wszelkich wartości, ale jeśli życie istnieje dla siebie to jest dla siebie wartością. Skoro jest dla siebie wartoscią, to wszelki zamach na życie jest zły z punktu widzenia tej wartosci.

Tak nawiasem mówiąc to nie jest mój pogląd. Dla mnie życie nie jest najwiekszą wartością, ale to juz chyba wyjasniłem.


Góra
  
 
 Tytuł:
PostNapisane: poniedziałek, 28 stycznia 2008, 16:03 
Nie wiem co sie stalo ale dopiero jak wyslalam swojego posta to dostalam wszystkie poprzednie od 23ego stycznia rozpoczynajac. Przed tem nie wyswietlaly sie na moim komputerze.

Marta Małgorzata napisał(a):
Nie wierzę w wieczną ciągłość jednostkowego, partykularnego ducha, duszy, świadomości, czy jak to zwał, ale w krążenie go, podobnie jak krążenie w naturze materii i energii. Dla mnie duch jest nierozerwalnie związany z materią i energią.


Jak kiedys napisalam, ja jestem zwolenniczka egipskiego wzorca czesci skladowych czlowieka. Egipcjanie wierzyli ze duch i dusza czlowieka to dwa rozne aspekty czlowieka a kazde z nich podzielone bylo jeszcze na nastepne czesci skladowe. Czesc duszy i ducha umierala w czasie smierci wraz z cialem, czesc powoli, a czesc zyla zawsze. Mysle ze egipcjanie ladne pogodzili wszystkie nasze argumenty.


Góra
  
 
 Tytuł:
PostNapisane: poniedziałek, 28 stycznia 2008, 17:33 
A ja po części, ale tylko po części, zgodzę się z Rawimirem. Moje życie ma cel, jak najbardziej i jest to cel duchowy. Następuje tu lekka zbieżność ze szkołą stoicką. Rawimir pewnie doskonale wie, ale dla innych, szybki excerpt.

Uważam, że moje życie, duchowo-materialne ma cel taki, że tego ducha trzeba, jak kawał skały, obrabiać, szlifować i dążyć do jego piękna. Innymi słowy, żeby wywołać jak największe natężenie ruchu tonicznego. Im większe natężenie, tym większa szansa, że po śmierci ciała, podczas zespolenia z Wszechświatem, zachowam więcej z "Ja". Ofkoz muszę tu zaznaczyć, że stoikiem nie jestem, bo z ogółu ich koncepcje są mi bardzo nie na rękę, ale sam fakt wiecznego powrotu i pracy nad duchem, by dotrwać do "pożaru świata" jest mi dość bliski :)


Góra
  
 
 Tytuł:
PostNapisane: poniedziałek, 28 stycznia 2008, 20:05 
Offline
Arcyrozmowny
Avatar użytkownika

Dołączył(a): sobota, 29 września 2007, 16:35
Posty: 133
Lokalizacja: Kraków
A ja rzucę ogólną uwagę, która zawsze nasuwa mi się przy rozważaniach o reinkarnacji. Mam wrażenie, że takie kurczowe trzymanie się systemów uwzględniających rozwój, przechodzenie dalej jakiejś stałej cząstki itd. to wynik nie tyle jakiegoś w miarę logicznego przekonania do takiej opcji, poczucia, że jest ona prawdopodobna czy coś w tym stylu, ale owoc zwykłego strachu przed unicestwieniem. Zresztą nawet jak się poczyta wypowiedzi tutaj to się przewija "że bez celu to byłoby źle", że "mam nadzieję, że będzie tak a nie inaczej". Mam poczucie (podkreślam, że to po prostu luźna refleksja i moje, być może kontrowersyjne, zdanie), że wiara w te systemy, to po prostu tęskonta, życzenie, pomieszane ze strachem, że jak to tak, nie będzie już tego "ja"?

_________________
Zapytaj zwierząt - pouczą
I ptaki w powietrzu powiedzą.
Zapytaj Ziemi - wyjaśni


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł:
PostNapisane: poniedziałek, 28 stycznia 2008, 20:45 
To ja odpowiem ogólną uwagą: Soteriologia jest obecna w wielu religiach, a wręcz w każdym systemie. Przeca pogańskie ludy miały swoje Greenfieldsy.

Jak chcesz, Draki, to mam fajne szkice z antropologii filozoficznej Bańki, poświęcone, przynajmniej w zarysie, elementowi zbawienia. A i nawet bez niego można to w wielu księgach znaleźć.

A co do tęsknoty/żalu/strachu - myślę, że po prostu, fajnie i miło jest mieć wrażenie, że poza przysypującym nas piachem. :)


Góra
  
 
 Tytuł:
PostNapisane: poniedziałek, 28 stycznia 2008, 22:12 
Offline
PFI
Avatar użytkownika

Dołączył(a): wtorek, 11 września 2007, 15:12
Posty: 732
Lokalizacja: Tczew / Gdańsk
Chimaira napisał(a):
Innymi słowy, żeby wywołać jak największe natężenie ruchu tonicznego. Im większe natężenie, tym większa szansa, że po śmierci ciała, podczas zespolenia z Wszechświatem, zachowam więcej z "Ja".


A czym jest według Ciebie to "Ja"?

Chimaira napisał(a):
Ofkoz muszę tu zaznaczyć, że stoikiem nie jestem, bo z ogółu ich koncepcje są mi bardzo nie na rękę, ale sam fakt wiecznego powrotu i pracy nad duchem, by dotrwać do "pożaru świata" jest mi dość bliski :)


Domyślam się, że o ile cel pasuje to ich środek do celu już nie bardzo? :wink:
A co po "pożarze"? Czy w nowym cyklu będzie miejsce na Twoje hipotetyczne "Ja"?

_________________
"Wyrocznia Bogów to Dziecięcy Głos Miłości w twej własnej Duszy. Usłysz go!" - Aleister Crowley


Góra
 Zobacz profil Wyślij e-mail  
 
 Tytuł:
PostNapisane: poniedziałek, 28 stycznia 2008, 23:02 
Driada napisał(a):
A czym jest według Ciebie to "Ja"?


Szczerze? Ciąglę się zastanawiam nad tym :D Gdybym od razu wszystko wiedział, byłoby za łatwo. Ale podejrzewam, że to istota, będąca wypadkową doświadczeń i rozumu.

To pewnie coś na kształt duszy rozumnej, tak byłoby chyba najbliżej, wraz z nadbudówką doświadczeniową.

Cytuj:
Domyślam się, że o ile cel pasuje to ich środek do celu już nie bardzo? Wink
A co po "pożarze"? Czy w nowym cyklu będzie miejsce na Twoje hipotetyczne "Ja"?


*szepce cicho* Oni ogólnie mieli nawalone do gara powyżej linii uszu ;)

Ich etyka to jedna wielka porażka, jedyne co mi się tam podoba, to właśnie koncept zabawy z natężeniem ruchu tonicznego (choć sam monistyczny materializm jest bleeee ;))

Ale do ad remu, jak mawiali pseudonaukowcy.

Co po pożarze? Jeśli taki pożar to koniec końców, rozpad do pramaterii - to mnie to wisi :) Jeśli wszyscy rozpadniemy się na cząstki elementarne, nie będzie już wtedy miało znaczenia to, czy będzie istnieć moje "Ja" czy też moje "Trululu". :) Dopóki jednak ten świat ma zamiar istnieć, rozwijać się, a potem być zeżartym przez np. entropię, dopóty ja chcę to obserwować - czy to aktywnie, czy pasywnie, nie zależy mi na tym. :)

To tak na szybkiego, takie rozmowy najlepiej przeprowadza się w dymie i po paru głębszych :twisted:


Góra
  
 
 Tytuł:
PostNapisane: czwartek, 31 stycznia 2008, 00:44 
Offline
Arcyrozmowny
Avatar użytkownika

Dołączył(a): wtorek, 11 września 2007, 21:13
Posty: 382
Lokalizacja: Warszawa
rawimir napisał(a):
Taka postawa nie przemawia do mnie. Wynika z niej, że życie istnieje dla życia. Przekładając to na język etyki, można wywieźć tezę, że życie jest wartością samoistną. Stąd można wywieść tezę, ze skoro, życie jest wartością, to np. kara śmierci godzi w tę wartość i jest zła.


?mierć nie jest końcem życia. Życie to ciągła transformacja. Ciało ludzkie po śmierci zmienia się, dezintegruje, ale nadal uczestniczy w Kole Życia.

rawimir napisał(a):
Pal licho kara śmieci. W naszym poprawnym politycznie świecie uznano to za zło. Ale aborcja nie jest już tak powszechnie traktowana. Nie wnikając w spory ideologiczne, od kiedy zaczyna się człowiek, to faktem jest, że płód żyje. Skoro życie istnieje samo dla siebie, to również aborcja jest złem absolutnym.


Ja nie używam od dawna pojęć takich jak dobro i zło. Tym bardziej obce mi jest pojęcie "zła absolutnego". Nie widzę nic "złeg" w aborcji. Wręcz przeciwnie, uważam, że kobiety powinny mieć możliwość przeprowadzania aborcji, zwłaszcza w sytuacji, gdy naszemu światu grozi przeludnienie. Oczywiście zamiast aborcji lepiej jest stosować antykoncepcję. No, ale to już inny temat.

rawimir napisał(a):
Można snuć dalej te rozważania, życie zwierząt, które spożywamy. Jeśli życie jest wartością samą w sobie, to nie powinniśmy spożywać zwierząt, przecież żyją. Ba zwierząt, w ogóle nie powinniśmy spożywać żywych organizmów, w tym i roślinek. Powinniśmy dostarczać naszym organizmom jedynie związki chemiczne, najlepiej w zmineralizowanej formie materii nieożywionej a wówczas będziemy mieli pewność, że nie unicestwiamy życia w procesie podtrzymywania życia.


Ty uważasz, że śmierć jakiegoś organizmu jest czymś ostatecznym. Ja uważam, że to część procesu, który odbywa się stale i, który będzie się odbywał niezależnie od dywagacji etyków i filozofów.

rawimir napisał(a):
Nie, nie zgadzam się z takim poglądem. Życie nie istniej wyłącznie dla samego życia. Życie istnieje dla ewolucji ducha. Dla rozwoju duchowego. Jak dla mnie, dla rozwoju duchowego indywidualnych dusz/jaźni.


Dla mnie rozwój duchowy, czy intelektualny jest jedynie pobocznym efektem życia. Nie znalazłem dotąd argumentów, które by mnie przekonały, że jest inaczej.

rawimir napisał(a):
Przyjęcie innego poglądu, sprawia, że ból istnienia mógłby być bez znaczenia. Niczemu nie służyłyby wszelkie traumy jakich doświadczamy w życiu. Nie miałyby znaczenia nasze uczynki. Nie miałoby znaczenia to, że komuś wyrządzam krzywdę, bo co prawda godziłbym w wartość jaką jest życie, tylko cóż z tego. Tak naprawdę nic nie miałoby znaczenia. Więc ta bezsensowność egzystencji byłaby nie do zniesienia.


Nie do końca rozumiem przesłanki jak z faktu, że życie nie ma celu samym sobie można wywnioskować, że zycie jest najwyższą, chronioną wartością. Ból, choroby, cierpienie są efektami konstrukcj tego świata, a nie lekcjami, z których mamy wyciągnąć wnioski. Oczywiście możemy je wyciągać. Cierpienie może być przyczyną duchowej transformacji. Ale nie musi i pozostanie wtedy tylko cierpieniem. Sens własnej egzystencji nadajemy my sami. Dla Ciebie jest nim rozwój, dla mnie jest nim coś innego.

rawimir napisał(a):
No chyba, że przyjmiemy założenie, że cały świat jest ułudą. Tylko po co, w niej uczestniczymy. Co za chory umysł wytwarza tę ułudę? Jeśli przyjmiemy, że świat jest ułudą, wówczas przestanie istnieć cierpienie, choroby, strach, miłość, radość.


Nie rozumiem dlaczego bezcelowość istnienia miała by prowadzić do wniosku, że świat jest ułudą.

rawimir napisał(a):
Jak powiedziałem na wstępie tego wątku, jestem zdecydowanym zwolennikiem koncepcji celowej, sterowanej prawem przyczyny i skutku (karmy) wędrówki indywidualnych dusz, której celem jest wzrost samoświadomości. Przy czym skutki naszych działań wcale nie musza pojawiać się dopiero w olejnych życiach. Mogą pojawić się i w obecnym.


Dla mnie istnieje tylko przyczyna i skutek. Ciągła przemiana. Nauka i rozwój duchowy są efektem pobocznym tych proesów. To, że niektórzy ludzie czynią z samodoskonalenia priorytet nie czyni tego wartością uniwersalną. Tym czasem nawet najbardziej uduchowieni rodzą się i umierają. Ich ciała gniją tak samo jak ciała duchowych ignorantów.

rawimir napisał(a):
Dualizm duszy i ciała jest logiczną konsekwencją takiego podejścia. Bo, co prawda, można przyjąć założenie o równoważności materii i energii i dalej stwierdzić, że forma duchowego bytowania jest pewną formą manifestowania się energii ale na poziomie życia tu i teraz dualizm ducha i materii manifestuje się na przykład w chwili śmierci. Dla mnie, śmierć oznacza dezintegracje bytu materialno-duchowego i rozpad jego materialnej manifestacji, natomiast część duchowa, jaźń trwa nadal i z czasem przybiera kolejną postać materialno-duchową, czyli rodzi się ponownie.


Ja w tym temacie zgadzam się z Draki.

rawimir napisał(a):
Stwierdzić, że bywają różne systemy moralne i dlatego wszystko jest względne, to tak jakby nic nie powiedzieć. Człowiek jest istotą społeczną i potrzebuje zbioru zasad, którymi się powinien kierować, żyjąc w społeczeństwie. Zatem ten nawet mocno zindywidualizowany zbiór zasad musi być koherentny ze struktura społeczną, w której jednostka funkcjonuje. Inaczej stawia się poza grupą.


A co to ma wspólnego z naszą dyskusją? To znaczy jak Twój wywód ma się do różnych podejść do życia i śmierci, czy reinkarnacji?

Pozdrawiam,
Accolon


Góra
 Zobacz profil Wyślij e-mail  
 
 Tytuł:
PostNapisane: czwartek, 31 stycznia 2008, 01:35 
Offline
Nadmilczek wprawiony
Avatar użytkownika

Dołączył(a): wtorek, 20 listopada 2007, 00:12
Posty: 47
Lokalizacja: Gdańsk - okolice
dla Agni i nie tylko :)


Wiara w reinkarnacje?

Do przekonania o realności reinkarnacji dochodziłem stopniowo, przez kilka ubiegłych lat. Przekonanie to budowało się w oparciu o odbyte sesje regresingu. Dziś zresztą sam jestem licencjonowanym regreserem i prowadze takie sesje.

W czasie sesji regresingu, gdy poznaje się przyczyny dzisiejszego stanu rzeczy np dzisiejszych problemów, następuje kojarzenie zdarzeń z przeszłości. Czasem z bardzo odległej. Bywa, że niektóre osoby mają skojarzenia z poprzednich wcieleń.
Tak było też ze mną.
Choć miewałem też wizje na jawie.

Pamiętam gdy w walentynkowy wieczór kilkanaście lat temu siedziałem z moją żoną w kawiarni. Za oknem zaczął sypać śnieg. Wóczas przed oczami stanął mi spontanicznie obraz z powstania styczniowego. Ja carski żołnierz, dźgnięty kosą powstańca w nerke. Potem odczucie chłodu, ściąganych butów, uczucie nienawiści do tego człowieka i ból w boku. Ból w realu.
Wtedy właśnie zdecydowałem się aby skorzystać z regresingu.
Czas był najwyższy, bo nie była to pierwsza wizja na jawie.

Można oceniać to jako jedynie skojarzenia i tak też początkowo do tego pochodziłem.
To co ludzie kojarzą w trakcie sesji regresingu często wynika z ogladanych filmów, czytanych książek, własnych przemyśleń, zdarzeń realnych, utożsamiania się z pewnymi postawami itd.

Jednak poznałem ludzi, którzy podobnie jak ja uczestniczyli w takich sesjach i okazywało się, że podawali fakty z dalekiej przeszłości nie znając ich wcześniej.

Jednak utwierdziłem się w przekonaniu o realności reinkarnacji w momencie gdy zaczałem spotykać osoby, z którymi zetknąłem się w poprzednich wcieleniach. Okazywało się czasem, że dzielimy wspólne wspomnienia. Teraz już pisze wspomnienia a nie skojarzenia, bo innego wytłumaczenia jak realność tych zdarzeń nie znajduje.

Miało między innymi takie zdarzenie.
Znajoma powidział mi, że w dawniejszych czasach byłem jej katem-oprawcą.
Spojarzałem jej w oczy i po chwili zacząłem mówić:
- Było to XVII wieku, tak?
- Tak - odpowiedziała
- We Włoszech?
- Tak
- W Wenecji?
- Tak
- W sali, która ...
i tu zacząłem opisywać sale taką jaka mi stanęła przed oczami.
Dziewczyna była poruszona, żeby nie powiedzieć przestraszona.

W tym przypadku nie pamiętałem akurat jej, ale skoro był to mój zawód to była jedna z wielu "klientek" zaś dla niej było to przeżycie tragiczne, bo ostateczne. Każdy z nas pamięta tą samą rzecz różnie, bo inną mamy percepcje zmysłów a i różną wagę do różnych zdarzeń przykładamy. Stąd też trudność udowodnienia realności reikarnacji.

Miałem też wspólne wspomnienie z osobą, której prowadziłem sesje. Tu już "widzieliśmy się" wyraźnie. Bywały też inne doświadczenia.

To wszystko budowało moje przekonanie o realności reinkarnacji.

_________________
Największa siła jest ukryta w największej słabości


Góra
 Zobacz profil Wyślij e-mail  
 
Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 149 ]  Przejdź na stronę 1, 2, 3, 4, 5  Następna strona

Wszystkie czasy w strefie UTC + 2 [czas letni (DST)]


Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zalogowanych użytkowników i 134 gości


Nie możesz rozpoczynać nowych wątków
Nie możesz odpowiadać w wątkach
Nie możesz edytować swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów

Szukaj:
Skocz do:  
Powered by phpBB © 2000, 2002, 2005, 2007 phpBB Group
Przyjazne użytkownikom polskie wsparcie phpBB3 - phpBB3.PL