Międzynarodowa Federacja Pogańska

Forum PFI PL
Teraz jest sobota, 6 czerwca 2026, 11:26

Wszystkie czasy w strefie UTC + 2 [czas letni (DST)]




Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 5 ] 
Autor Wiadomość
 Tytuł: AMISZE NEOPOGANIZMU
PostNapisane: niedziela, 19 października 2008, 21:24 
Amisze neopoganizmu
Autor tekstu: Wojciech Rudny

"Bogowie nie potrzebują ofiar, to ludzie potrzebują składać im ofiary".
Salustiusz

"Nie sposób wejść dwa razy do tej samej rzeki".
Heraklit z Efezu
Ruchy nawiązujące do wierzeń przedchrześcijańskich, choć wszędzie niezbyt liczne są jednak coraz bardziej popularne w każdym niemal z państw Europy i Ameryki Północnej, także w naszym kraju. Mamy i w Polsce kilka nielicznych grup, próbujących nawiązywać do pogańskiej duchowości naszych słowiańskich przodków.
Problem jednak w tym, że z duchowości naszych pogańsko-słowiańskich przodków tak naprawdę niewiele pozostało. Mitologia właściwie nie przetrwała (poza nazwami niektórych plemiennych bóstw); nawet ruska księga Welesa okazała się zwykłym falsyfikatem… Prastare słowiańskie święta zostały całkowicie wchłonięte przez chrześcijańskie kościoły, które je schrystianizowały. Zniekształcając zresztą ich pierwotną, naturalistyczną formę, ponieważ ta nie zgadzała się z nową „moralnością chrześcijańską". Współcześni neopoganie próbują co prawda zdechrystianizować słowiańską tradycję, ale odwzorowania drewnianych idoli plemiennych ze wczesnego średniowiecza ustawione na leśnych polanach podczas neopogańskich świąt, raczej nie przemawiają do ludzi epoki informacji. A o to chyba neopoganom nie chodzi. Żaden wyznawca nie chce, by jego wiara dla innych była martwa i utrzymywała się w bardzo wąskim kręgu wyznawców. Ekskluzywizm jest dobry chyba tylko dla jednego wyznania - mojżeszowego i jego wyznawców — żydów. Natomiast każda normalna, ponadplemienna i uniwersalistyczna, religia dąży do ekspansji. Taka jest natura każdej religii.
Oczywiście można rekonstruować zniszczoną budowlę, ale tylko wówczas, kiedy mamy dokładne dane, mamy plany, jak ona wyglądała wcześniej, tj. przed totalnym zniszczeniem. Jeśli jednak nie mamy wszystkich danych, a jedynie blade pojęcie o tym jak ona wyglądała, zdajemy się jedynie na radosną twórczość, a nie na wierny rekonstrukcjonizm. Wydaje się, że współcześni nasi rodzimowiercy nie zastanawiają się też nad tym, czy jej budowa w wiernej postaci — z tych samych materiałów oraz z zachowaniem tej samej technologii jak sprzed dwóch tysięcy lat — ma sens. Przywodzi to porównanie z amiszem, który z powodów religijnych nie akceptuje nowoczesnej techniki. Do bólu jest wierny swojej tradycji, nie uznaje postępu kulturowego i technologicznego ludzkości. Uparcie obstaje przy drewnianych konstrukcjach budowlanych, krytych strzechą, i tradycyjnym oświetleniu lampą naftową (faktycznie nie wiem, czy taki amisz i lampy naftowej nie uznaje za zbyt nowoczesną) swego domostwa. Gdyby nie religijny dogmatyzm amisza wystarczyłoby doprowadzić prąd i oświetlić dom energią elektryczną. Ale okazuje się, że można i tak, jak amisze. Można założyć szatki wzorowane na tych sprzed dwóch tysięcy lat, w dłonie wziąć drewniane oszczepy bądź kamienne topory i udawać lub usiłować uwierzyć w to, w co wierzyli nasi — z całym szacunkiem — barbarzyńscy, prymitywni i niepiśmienni praprzodkowie. To jednak jest dość osobliwy folklor dla garstki pasjonatów historii. To jest zabawa. I tyle — nic więcej.
Dlatego bawią mnie te wszystkie neopogańskie, chciałoby się powiedzieć szopki, gdzieś w lasach, na polanie, i ci śmieszni młodociani kapłani z wielkomiejskich środowisk z poważnymi minami wzywający słowiańskich bogów, recytujący agrarne litanie, dziękujący bogom za obfite plony. Przypominają mi się bowiem w takich chwilach słowa Jana Stachniuka (zresztą w historiografii także określanego jako neopoganina), który w „Drodze rewolucji kulturowej w Polsce" pisał, iż „wątek zerwany jest do nawiązania", ale „śmieszne jest odnawianie symboliki Swantewita, Swarożyca, itd. Kwestie bałwanów niech zostaną dla bałwanów. Chodzi o żywą więź tego samego stosunku do życia; ta jest wspólna". Chodzi o to, że od czasów wierzeń naszych słowiańskich praprzodków minęło już około dwóch tysięcy lat i dziś człowiekowi XXI wieku trudno jest uwierzyć — nawet przy najlepiej zorganizowanej sugestii oraz socjotechnice - w wartość drewnianych idoli; klękać oraz bić przed nimi pokłony na modłę katolicką.
Nowoczesna Europa czy neopogański skansen?
Powrót do naturalizmu, czy pogaństwa, naszych praprzodków nie może jednocześnie oznaczać kultywowania śmiesznego folkloru. Zgadzam się, że święta mają znaczenie. Określają naszą tożsamość; dają chwile radości, pogańskiego przesytu, ale także wytchnienia i refleksji. Moim zdaniem, jeśli mają być żywe i coraz powszechniej kultywowane, muszą być atrakcyjne dla współczesnego, myślącego racjonalnie, człowieka. Nie mogą natomiast przybierać postaci tych śmiesznych, pogańskich szopek, jak obecnie. To my, potrzebujemy składać ofiary — nie bogowie, jak zauważył Salustiusz. Zatem składajmy je tak, by nie ośmieszać się w oczach innych i nas samych. Warto nad tym pracować; nasi rodzimowiercy powinni pamiętać o tym, iż zdrowy rekonstrukcjonizm musi uwzględniać także ducha czasu. Dziś możemy budować wspanialsze świątynie niż nasi pogańscy przodkowie sprzed dwóch tysięcy lat. Bogom — składać ofiary na miarę człowieka XXI wieku, a nie barbarzyńcy z epoki kamienia łupanego. Warto się rozejrzeć, by zauważyć, że współczesna Europa wygląda zupełnie inaczej niż w czasach Imperium Romanum. I kompletnym nieporozumieniem z punktu widzenia człowieka wierzącego jest rekonstruowanie strojów i barbarzyńskich obyczajów. Tak jakby czas zatrzymał się w miejscu. Pomimo chrześcijaństwa ludzkości udało się pójść daleko naprzód w rozwoju kulturowym, w opanowywaniu żywiołów, nad którymi nasi praprzodkowie nie mieli jakiejkolwiek kontroli. Dlatego demonizowali je i oddawali im cześć.
Pytam więc: dlaczego przy tym całym zapędzie rekonstrukcjonistycznym rodzimowierstwa europejskiego rezygnuje się z tego, co oddaje ducha naszych czasów, jest racjonalne, na rzecz tego co (w oczach przeciętnego widza takich spektakli) — w najlepszym przypadku — może być tylko śmieszne?
Prymitywne wierzenia dobre dla naszych praojców, dla nas dziś mogą mieć jedynie wartość historyczną i symboliczną. Przecież nie chodzi nam o to, by zawracać bieg czasu i budować w środku Europy jakiś pogański skansen ku uciesze rodzimych i zagranicznych turystów. Próba takiej też folklorystycznej rewitalizacji dawnych wierzeń w szerszym zakresie z góry skazana jest na niepowodzenie.
Poza tym, nie ograniczajmy się do naszych słowiańskich opłotków! Współczesne rodzimowierstwo jest sztucznym tworem i prowadzi jedynie do sztucznych podziałów, a nadto do absurdalnego szowinizmu i rasizmu. Nasze pogańskie dziedzictwo to nie tylko, bądźmy szczerzy, martwa dziś wiara w Peruna, Świętowita czy Swaroga, ale także bogowie i mitologie innych ludów — zwłaszcza ludów Europy, gdzie są nasze duchowe, a także biologiczne korzenie. Naszej współczesnej tożsamości inaczej niż w czasach pogańskiej Europy nie powinien już określać jakiś plemienny totem czy posążek Trygława lub Świętowita. Żyjemy we wspólnotach innych niż niegdysiejsze wspólnoty rodowe (słowiańskie zadrugi); dążymy do przezwyciężenia starych nieefektywnych podziałów, także narodowych i rasowych. Pojawiają się zupełnie nowe i nieznane naszym przodkom wyzwania, jak zapłodnienie in vitro, klonowanie, związki homoseksualne i wiele innych. Dążymy do wspólnot ponadnarodowych, globalnych, zdając sobie sprawę z tego, iż organizacja państwowa, tak jak niegdyś rodowa i plemienna, wcale nie jest kresem ludzkich możliwości kulturotwórczych.
Czym wobec tych wyzwań jest folklorystyczne rodzimowierstwo? Jest ruchem wstecz; zawoalowanym nacjonalizmem próbującym zatrzymać nieuchronne procesy kulturowe oraz integrację wyższego typu. W czym zresztą upodabnia się do integryzmu katolickiego. Przybiera też często postać naiwnego ekologizmu. Jest tym, co się już przeżyło i nie wytrzymało próby czasu. Takim ruchom światopoglądowym trudno przyznać jakieś nowatorskie wartości kulturotwórcze.
Czym jest dla mnie współczesna wiara pogańska?
Krytyka krytyką. Ale czym zatem dla mnie jest wiara pogańska? To nie drewniane czy marmurowe idole. To nie hymny pochwalne i modlitwy dziękczynne. Ofiary z miodu, chleba i zwierząt. To wiara w moc rozumu myślącego ssaka — homo sapiens — człowieka. Ciągłego — aż po kres ziemskiego istnienia - stawania się kimś lepszym, większym, mądrzejszym niż dotąd — nie tylko dwa tysiące lat temu — ale i wczoraj. To wiara w człowieka gromadzącego mądrość pokoleń ludzkich — zdobywającego świat i kosmos, także wewnątrz siebie. Pogańska wiara jest dążeniem do ziemskiej nieśmiertelności, w pamięci przyszłych pokoleń, a nie nieśmiertelności w zaświatach czy po śmierci. Jest pełną powagi odpowiedzialnością za swoje czyny, które mają zawsze swoje konsekwencje na tym świecie. Jest wiecznym dążeniem do nieśmiertelnej doskonałości w rozmaitych aspektach, reprezentowanej przez boginie i bogów. Nie wierzę bowiem w rzeczywistą wartość kształtowania ludzi według religijnego strychulca ubogich archetypicznie monoteizmów. Tutaj bowiem króluje tylko jeden „zazdrosny" bóg i jeden archetyp! W przeciwieństwie do fundamentalistycznego monoteizmu, moja świecka religia neopogańska jest przejawem całego bogactwa ludzkich archetypów, reprezentowanych przez liczne boginie i bogów. Tylko w zgodzie z nimi możemy w pełni rozwijać swój ludzki potencjał. Taka wiara nie może też kojarzyć się z tym, co było, ale z tym, co dopiero może nadejść. Nie jest skansenem, ale laboratorium doświadczalnym. Dlatego jest żywa, pozbawiona dogmatyzmu i talmudyzmu, „kuranicznych" bajań o zaświatach, kompensujących doczesne niedomagania i niedostatki. Przytakuje życiu, nawet najbardziej tragicznemu, nie deprecjonuje upływającego czasu. Jest pozbawiona irracjonalnych ograniczeń religii abrahamowych oraz ich jałowego moralizmu. Jest całkowicie z tego świata, jest doczesna, oraz wciąż nieodgadniona i niedopowiedziana. Dlatego wciąż pozostaje nierozwiązaną zagadką życia na Ziemi.


Góra
  
 
 Tytuł:
PostNapisane: niedziela, 19 października 2008, 21:31 
Offline
Szpieg jezuitów
Avatar użytkownika

Dołączył(a): czwartek, 6 września 2007, 15:15
Posty: 1883
Lokalizacja: Piaseczno k. Warszawy
Troche mi to traci "poganskim ateizmem" i chociaz nic do niego nie mam (rozumowe poznanie swiata jest bardzo wazne) to jednak sam nie odrzuce na rzecz mgliscie pojmowanej poganskiej racjonalnosci misteriow czy gnozy (rozumianej bardziej jako subiektywnego doznania niz obiektywnej wiedzy).

_________________
- Wołanie kotów - odparł, jakby zdradzał jej wielką tajemnicę - to zwykle niezbyt produktywna czynność.


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł:
PostNapisane: niedziela, 19 października 2008, 22:49 
Offline
Arcyrozmowny

Dołączył(a): czwartek, 13 września 2007, 14:05
Posty: 490
Lokalizacja: Poznań (powiedzmy ;))
Nie jestem pewna, czy temat jest we właściwym dziale. Może lepszy byłby dział o artykułach lub o rodzimowierstwie? Bo jakoś na ten dział to dla mnie za mało "ogólne" ;)

Faktycznie, podpisuję się pod tym, o napisał Hajdamaka - że to coś jak "pogański ateizm" lub pogański racjonalizm. Ten artykuł zdaje mi się trochę demagogiczny, ponieważ pokazuje tylko "śmiesznych młodocianych kapłanów z wielkomiejskich środowisk z poważnymi minami wzywający słowiańskich bogów, recytujący agrarne litanie, dziękujący bogom za obfite plony". Może to nie jest mój konik, ale współczesne Słowianowierstwo rekonstrukcyjne chyba nie tak wygląda. Wolałabym, żeby się ktoś mądrzejszy w tej materii wypowiedział, ale chyba każdy zdaje sobie sprawę z tego, że świat się zmienił, ludzie się zmienili i Bogowie też się "zmienili", jeśli można to tak określić.

Dopiero na końcu tego artykułu dowiadujemy się, że chodzi o autora "świecką religię neopogańską". Pomijając to, że się trochę za Rodzimowierców wypowiedziałam, to w sumie ten artykuł mnie w ogóle nie dotyczy, skoro w mojej religii (neo)pogańskiej w ogóle osób świeckich nie ma :D :D


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł:
PostNapisane: poniedziałek, 8 grudnia 2008, 04:03 
Offline
Arcyrozmowny
Avatar użytkownika

Dołączył(a): czwartek, 13 marca 2008, 17:29
Posty: 1134
Lokalizacja: Z Łysych Gór
Tak jak małe dziewczynki mogą sobie wyobrażać, że są czarodziejkami tak i młodzież może próbować odtwarzać obrzędy Słowian. Jednak wydaje mi się, że autor nie docenił siły intelektualnej współczesnych pogan. Wychodząc poza wizję Boga serwowaną przez dominujący w Polsce związek wyznaniowy, idea i filozofia pogan obejmuje więcej i szerzej, nie zaś jak w sugestii autora artykułu - mniej i zawężając się do rekonstrukcji obrzędów martwych dla współczesnych. Trzeba rozróżnić obrzęd pielęgnowany jako wyraz tradycji i przynależności, prośbę o dobro i dobrobyt od próśb o plony zboża. A tak się składa, że słowa Bogowie, zboże i bogactwo (zapewniające dobrobyt - dobry byt) mają ten sam rdzeń przez co ich użycie symboliczne wręcz się narzuca. Skoro to język tworzy horyzonty naszego poznania ... :)
Personifikacja tego co niezmierzone i wszechobecne to Bóg na obraz wyobrażeń wyznawcy. I nie zawsze chodzi o to, że tak łatwiej. Często o to, że tak bliżej.
To wcale nie spycha w skansen (przy tym ja lubię skanseny). Trudno uznać za skansen wsparcie udzielane i otrzymywane podobnym sobie dzięki nowoczesnym technikom komunikacji. Internet pozwala utrzymać kontakt i wymieniać poglądy bez względu na geograficzną rzeczywistość. Można postawić pytanie - gdzie ci Amisze bez nowoczesnej techniki? Czy rzeczywiście wśród pogan czy...
Komunikacja, dysponowanie medium przekazywania informacji, pozwala utworzyć sieć, której węzłami są pojedynczy poganie co automatycznie tworzy organizację a nie jak w dotychczasowej wizji religii w Polsce, tworzą ją między sobą kapłani z dużymi grupami wiernych. Siły węzłów obu sieci są porównywalne na co wskazuje zarówno wzrastająca liczba pogan kosztem tych drugich jak i postępująca organizacja pogan w realu.
Dostęp do internetu w dominującej organizacji religijnej nic nie zmienia bo służy jedynie jako kanał odbiorczy a nie wykorzystywany do organizacji. U nich sieć rozumiana jako organizacja jest wewnętrznym, hierarchicznym kanałem powolnego spływu informacji z progami zduszającymi ów przepływ na każdym węźle.
Wracając do sieci użytkowanej przez pogan - niektóre węzły tworzą banki informacji, służące całej sieciowej społeczności. Poganom, niepoganom, nieokreślającym się. Siła takiego tworu jest zwielokrotniana w stosunku do stosujących tradycyjny przekaz. Pozwala przegrupować się nielicznym tam, gdzie fizyczna obecność jest niezbędna ze względów integracyjnych, osobistej satysfakcji, ze względów stricte religijnych. Można postawić pytanie - kto jest sprawnym dysponentem możliwości sieci? Dominujące związki wyznaniowe czy poganie?
Pytania implikowane:
Kto jest nowoczesny?
kto jest mniej ograniczany? (samoograniczany?)
Czy siła leży w ilości wyznawców czy w liczbie lub sile oddziaływania na potencjalnych wyznawców?
Kto ma do zaoferowania współuczestnictwo a kto pouczanie,mentorstwo i poczucie winy?
Kto hipokryzję i fasadowość a kto wspólnotę opartą na wolnym wyborze, atrakcyjności intelektualnej i emocjonalnej?
I na koniec:
czyje misteria są fajniejsze? :)

Mam wrażenie, że autor widział rysunek jak mały Jaś świat sobie wyobraża i na tej podstawie stworzył wizje polepszającą humor biednym Amiszom. Tylko którym?

Ps. Wykorzystałem nazwę Amisz w rozumieniu symbolicznym na wzór użytej przez autora artykułu. Prawdziwym Amiszom życzę wszystkiego dobrego. Jednak komputery by się im przydały. Mogłyby być z blokadą na strony dla dorosłych.


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł:
PostNapisane: środa, 10 grudnia 2008, 20:32 
Offline
Nadmilczek

Dołączył(a): środa, 7 listopada 2007, 13:11
Posty: 18
Lokalizacja: Wrszawa
Nie jestem rekonstrukcjonistą, nie jestem też "pogańskim ateistą". Dla mnie ważne jest składanie ofiar Bogom, hmmm... myślę że przez to wyrażam swoją wiarę.
Nasi przodkowie składali ofiary w podzięce za wygraną wojnę, za dobre plony. Czasem też prosili bogów o pomoc, posiłkując się magią...
Moim zdaniem niewiele sie zmieniło od tamtych czasów. Dawniej pewnie wychodziłbym na pole lub doglądać zwierząt. A kiedy Perun zadołby w róg wojny, przybierałbym rynsztunek i ruszał do walki.
Teraz jednak zamiast tego muszę orać na jałowym polu przepisów, w pocie czoła zdobywać "kontrakty lub dile" . A czasem nawet walczyć z ludzimi którzy chcą mnie wykorzystać lub oszukać.
Dlatego właśnie mam powody żeby czasem podziękować za udane plony czy wygraną wojnę. Nie koniecznie Bogom, może nawet samemu sobie. Ale ten gest złożenia w ofiary z kawałka chleba daje poczucie pewnego spełnienia. I nie ma znaczenia (w tym wypadku) w jakiej formie to zrobimy.

_________________
UsiądĄ obok mnie i skosztuj mego wina...


Góra
 Zobacz profil  
 
Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 5 ] 

Wszystkie czasy w strefie UTC + 2 [czas letni (DST)]


Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zalogowanych użytkowników i 4 gości


Nie możesz rozpoczynać nowych wątków
Nie możesz odpowiadać w wątkach
Nie możesz edytować swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów

Szukaj:
Skocz do:  
Powered by phpBB © 2000, 2002, 2005, 2007 phpBB Group
Przyjazne użytkownikom polskie wsparcie phpBB3 - phpBB3.PL