Cóż Poszukiwaczu chyba nie zauważyłeś drugiej części mojego pokrętnego wywodu. Człowiek jest słaby, ale ma moc. W pewnym sensie słabość może zdecydować o ludzkiej sile. Nie, tego tłumaczyć nie umiem. To chyba nawet zbyt pokrętne dla Ciebie Kallisto. Choć jestem asatryjczykiem moje poglądy sprawiają, że chętnie przyjmuję niektóre rzeczy na wiarę. Wierzę w istnienie wielkiego grona demonów, duchów, diabłów i tym podobnego cholerstwa. Człowiek to niejako najgorszy i najsilniejszy spośród nich. Moje poglądy są na serio porąbane i nie wiem czy chociaż część z tego o czym mówię to moje poglądy, czy po prostu moje myśli, wiedza, wyobraźnia.
Odbiegnijmy zatem od tematu i pogadajmy o demonach. Demony są silne, ale ich siła jest osadzona na złych wartościach. Powoduje to, że łatwiej im osiągać niektóre cele. I tutaj jest moje "ale". Otóż ludzie nie muszą dokonywać tego wyboru i balansować na cienkiej linii dobro-zło. Opcją jest wybór konkretnej ścieżki postępowania. I tak naprawdę za demona można uznać tę mroczną część świadomości, która pociąga nas do zła, do mordu, kradzieży, wojny, zabijania. W takim założeniu sami tworzymy swoje demony. Sami nimi jesteśmy, a egzorcyzm to raczej sprzątanie własnej duszy z brudu. Inna opcja. Demony to byty nieśmiertelne, ale nie mogące przebywać w naszym wymiarze egzystencji. Mieszają więc w naszym życiu i nas opętują. De facto mają wtedy istotny wpływ na sens naszego życia i mogą go wypaczyć, że hej! Potężni magowie wcale nie są przed demonami lepiej chronieni niż inni ludzie. W myśl pewnego założenia, jako jednostki silne magicznie, są jeszcze bardziej podatne na ich podszepty. I tak dalej i tym podobne... Ostatecznie człowiek wygrywa. Czemu? Przecież demon może łatwo opętać, omamić, zniszczyć wolę człowieka. Zabić w końcu. Czemu wygrywamy? Bo tak naprawdę człowiek może się podnieść nawet z samego dna. Człowiek ma moc, jakiej brak demonom. Chęć przeżycia, miłość, przyjaźń, cele, idee, marzenia. Człowiek ma to, do czego demony nie są zdolne. Koniec tego wywodu, bo robi się tu demonicznie
Chyba jakiś Belzebub (albo inny Ojciec Dyrektor) zakradł się do "Sensu Życia" tego tematu
Kallisto fatalizm nie jest taki zły, kucie swego losu też nie. A w RPGi to ja gram z lubością i prowadzę w D&D.
Jeśli ktoś zgubił się w moich myślach to niech nie próbuję się w nich odnaleźć. Diablo (klasyk zabijanek na PC) trudna to sztuka.
Jak temat do Offów trafi to go zdemonię do reszty. Ewentualnie możemy zacząć gadać o różnych diabołkach w temacie "Istoty nadprzyrodzone materialne". Do demony niby są materialne, niby nie. Kij je tam wi.
Wracając do właściwego tematu.
Sens życia to trochę jak zabawa w chowanego. Jak chcesz go odszukać to nie znajdziesz. Znajdzie cię sam i wyjawi się w konkretnej chwili. Może sens ów jest podzielony na wycinki w czasie? I tak sens życiu nadaje obranie ścieżki (wiara we sensie), zdobycie pracy, założenie rodziny, założenie wspólnoty wyznaniowej itp itd...
Wychodzi więc na to, że ów tajemniczy sens to jakaś wielka niewiadoma. Może zresztą tak powinno być? Co by się działo jakby wszyscy znali sens swych żywotów? Mogliby się na wszystko wypiąć, bo "Moje życie ma taki, a taki sens i tego się nie zmieni".