Amvaradel napisał(a):
Cytuj:
Etyka nic nie ustala. Żeby coś ustalała musiałaby istnieć jakaś zewnętrzna rzeczywistość etyczna, a istnienie takowej jest przedmiotem tylko i wyłącznie wiary.
Doprecyzuję: "ustala" nie w sensie "tworzy, ustanawia", ale bardziej w sensie "odkrywa", "uświadamia".
To właśnie w tym sensie wymaga zewnętrznej rzeczywistości. Że etyka coś tworzy, to z tym jestem się w stanie zgodzić, ja po prostu jej nowotworów nie muszę akceptować
Amvaradel napisał(a):
O właśnie, gdybyśmy po kolei, z naukową dokładnością prześledzili wszystkie czynniki, które sprawiają, że patriotyzm cenisz wyżej niż nacjonalizm, to byłyby to rozważania etyczne
Raczej meta-etyczne, albo bardziej psychologiczne (powstawanie poglądów) czy wręcz neuropsychologiczne

Amvaradel napisał(a):
Co rozumiesz przez "wybór arbitralny"? Wandal niszczący pomnik jest tak samo godzien szacunku jak artysta, który ten pomnik zrobił?
Z mojego punktu widzenia nie jest. Natomiast odmawiam istnienia jakiejś "obiektywnej" hierarchii, która by to potwierdzała. Moralność i w ogóle powinności uważam za ludzką "nakładkę" na rzeczywistość. Ptak nie ma moralnej powinności opiekować się potomstwem tak jak tygrys nie rozważa losu zjedzonego jagnięcia i wilki nie mają etycznego obowiązku łapać sztuk najsłabszych - tak jest najwygodniej. Uważam po prostu, że natura
po prostu jest, bez wartościowań. A to my wymyślamy sobie, że coś być "powinno" czy "jest godne szacunku".
Talib wysadzajacy tysiacletni pomnik Buddy dla mnie jest ordynarnym wandalem. Dla siebie jest pobożnym człowiekiem zapobiegającym idolatrii. Nawet rozumiem jego stanowisko, chociaż go nie podzielam. W ten sposób jest on
jednocześnie prymitywem i szlachetnym człowiekiem.
Jedynym wyjściem z tego impasu jest, by każdy swój system etyczny stosował tylko do siebie. Wysadzasz pomniki? Wysadzaj swoje. Że ich nie budujesz? No to nie masz co wysadzać

Ale to oczywiście wymaga przyjęcia innego systemu etycznego. Czy meta-systemu, który uzna że spokój między nami i nienarzucanie sobie wzajemnie systemów jest wartością nadrzędną. Wchodzimy w pętle. Im dalej, tym więcej pętli,
ad infinitum.
Amvaradel napisał(a):
Filozofia nie uczy krytycznego myślenia?
Dokładnie wracając do mojej wypowiedzi: absolutnie nie musi.
W praktyce jedyną filozofią jaką akceptuję jest prawdopodobnie jakaś forma pirronizmu. Jej główne twierdzenie (choć pirronizm winien raczej milczeć niż twierdzić

) wygląda tak:
"Dopóki nie potrafisz udowodnić swoich tez ponad wszelką wątpliwość i ponad wszelką krytykę, nie popadając jednocześnie w sprzeczność z ewentualną empirią - to wszystko są spekulatywne bajeczki.
Można, ale nie trzeba na nie tracić czasu. Jeśli ktoś to robi, to żadna chluba. Po prostu hobby."
Amvaradel napisał(a):
miałam kontakt z zupełnie inną filozofią niż Ty.
Miałem kontakt z bardzo różnorodnymi formami nauczania filozofii

Miałem też bardzo intensywny okres fascynacji filozofią. Teraz minąłem ten etap. Lubię poczytać Nietzschego, chcę zgłębić antycznych sceptyków i chciałbym postmodernistę z minimum nowomowy i bezsensu. Ale to hobby, a nie sposób życia. Sposobem życia jest rzeczywistość, doświadczana bezpośrednio, a nie poprzez opisy. Bo, jak wszyscy wiemy

, [werble!]"mapa nie jest terytorium"
Tin napisał(a):
Myślę, Telkontarze, że jesteś niesprawiedliwy wobec filozofii
[lekki ukłon] Ależ oczywiście, że jestem

Gdybym rozmawiał tu z tępakami czytającymi o modzie, plotkach, motoryzacji i sporcie (i niczym innym, nie chcę ująć tym tematom ich roli

), albo chociaż z ludźmi o dość wąskich horyzontach - to gardłowałbym za filozofią, robię tak

Rozmawiam jednak z bardzo rozgarniętymi osobami, które na wiele fascynujących tematów mają wiedzę, której nie zdobędę choćby z braku czasu... a z takowymi zwykle znęcam się nad filozofią. I nie jest to jakiś umysłowy trening albo żart, po prostu filozofia lubi być w takich kręgach przeceniana. A - nie łudźmy się - nie jest jakąś tajemną ścieżką do Tajemnicy Tajemnic. Może nawet nie ma żadnej TT, albo żadnej ścieżki do niej

Chimaira napisał(a):
(Wybacz, Tin, ale musiałem to napisać. Mnie uczyli w Krakowie, gdzie - na szczęście - analityków było kilku, ale nie zdominowali całej uczelni ;>)
O, a dawno? Ja mam zwichniętą perspektywę, bo prawnicy stykają się raczej tylko z analitycznymi - ale miałem wrażenie, że koledzy Woleńskiego są dość mocno okopani
