Po pierwsze - obliczy pogaństwa jest przecież wiele i nie jest zjawiskiem monolitycznym. Dlatego czytanie opracowań ogólnych, nie mogących wnieść nic konkretnego do partykularnej ścieżki, którą się podąża, jest stratą czasu. Ja wolę czytać Levi-Straussa, Eliadego czy Dumezila, pozycje mówiące o kształtowaniu się religii jako takiej, o mechanizmach działania tego zjawiska, niż pozycje z religioznawstwem naukowym niewiele mające wspólnego - może dlatego, że staram się własną religijność odrzeć z wszelkich zbędnych "wodotrysków" i zbliżyć ją możliwie do neolitycznego rdzenia.
Ludzie różnie postrzegają pogaństwo i to, co dla Ciebie być może stanowi jego kwintesencję, dla innych jest takim sobie nikło ciurkającym strumyczkiem na jego pograniczu.
Trolowanie bywa zabawne, niejedno forum dobrze prowadzony trolling już ożywił

. Ale trolować trzeba z klasą, a nie rzucając inwektywy wobec nieznanych sobie osób, oceniając ich poziom wiedzy na podstawie tego, czy interesuje je lektura konkretnych pozycji czy nie. Jak by to wyglądało, gdybym np. ja nazywała ignorantem każdego, kto nie przeczytał "Sacrum, mit i historia" Eliadego?