Mi się zdarzyło zamieszkać w budynku, do którego nigdy nie chciałam wchodzić, bo czułam, że "coś jest nie tak", gdy tylko zbliżałam się do drzwi. Wtedy jednak nie miałam pojęcia jak to uczucie umiejscowić i faktycznie racjonalnie podchodziłam do sprawy. Teraz mówię, że tam był "ślad" i na szczęście, jeśli się na niego nie otworzę, to mi nie przeszkadza, tylko sobie zalega, choć bywa niepokojący. Więc do tego stopnia uważam, że metody w stylu "współistniejemy/medytujemy/idziemy do lekarza" brzmią dla mnie sensownie.
Później jednak zrobiło się mniej wesoło. To coś, przyzwyczaiło się do mojej obecności i zaczęło obserwować, przestało być ostrożne i zaczęły się dosyć "nerwowe" sytuacje. Tutaj chciałabym rozróżnić sytuację, w której byt(ja ich też nazywam śladami, bo do końca nie wiem, co to) jest i wprowadza atmosferę niepokoju i niezręczności, od sytuacji w której zaczynamy się czuć jak pod okiem mordercy, który obserwuje swoją ofiarę mając już zaplanowany atak. W skrócie - paranoja i nerwica na miejscu. W takiej sytuacji zgodzę się z rawimirem, że stworzenie bezpiecznej przestrzeni jest najważniejsze. Nie ważne, czy w między czasie zaczniemy leczyć się na nerwicę, poczucie bezpieczeństwa dużo daje. Na własną rękę zrobiłam więc małe oczyszczanie w moim mieszkaniu, połączone z medytacją itd. nie wdając się w szczegóły udało mi się zatrzymać to "cholernie nieprzyjemne" uczucie poza moim mieszkaniem. Niestety, gdy tylko przekraczało się drzwi, uczucie, że on jest, patrzy, zbliża się i chce coś powiedzieć wracało. Natomiast znalazłam nowe trzy odkrycia w moim mieszkaniu - trzy byty, które mogłabym określić jako "niewinne", bo tylko sobie siedziały i obserwowały nie zbliżając się do drzwi. To było dosyć ciekawe, bo wiedziałam, że one też uznały to miejsce za bezpieczne od "tego czegoś" zza drzwi. Od tamtej pory często śniło mi się płaczące niemowlę, co tu dużo mówić - jedno z mojej trójeczki.
Teraz przejdę do ostatniej metody - metody ciekawości. Po jakimś czasie zaczęła mnie sytuacja irytować, byłam uspokojona, ale te trzy nie chciały ani słowa powiedzieć, ani się wynieść. Chciałam coś zrobić, ale nie miałam pomysłu co i co mogłoby podziałać. Nie wiedziałam, jak się do tego zabrać... No i tutaj nie wiem do końca co się stało, dość by to nazwać "byłam i nie byłam we mnie i poza mną". Takie to było uczucie mniej więcej. Właśnie w ten sposób nawiązał się jakiś tam kontakt. Podczas, gdy moje "opiekuny" (wiem, że na pewno na chwilę pojawiła się moja babcia) zmagały się z utrzymaniem tego "nieprzyjemnego śladu", nagle bardzo zainteresowanego, z dala od mojego umysłu, ja "spotkałam ducha" małej dziewczynki. Tylko nadal nie potrafiłam wykrzesać słowa, dosyć irytujące, więc zaczęłyśmy nucić, w sumie ona zaczęła, a potem śpiewać. Dowiedziałam się jedynie, jak ma na imię i tyle.
Pomogłam im tak jak potrafiłam, nie wykluczając z tej pomocy tego "nieprzyjemnego śladu", bo doszłam do wniosku, że może dlatego wydawał się straszniejszy, że po prostu był silniejszy, starszy? Ostatecznie skąd mogłam wiedzieć? Po tym w moim mieszkaniu znowu jak chmura zawisł ślad, ponownie je oczyściłam i krótko po tym wyniosłam się. Nie mam pojęcia, czy to były duchy, czy moja wyobraźnia i nerwy płatały mi figle, ale wiem, że to nie był jedyny raz, kiedy to czułam. Za to jeden z pierwszych.
Także z mojego punktu widzenia wszystkie wasze sposoby są dobre, przynajmniej jak dla mnie, tylko że na innych etapach. Jeśli coś cię niepokoi to trochę trwa zanim albo cię przerazi i wpędzi w nerwicę, albo zirytuje do stopnia "jeśli chcesz mi coś powiedzieć, to mów, jak nie to sp***"
Mam nadzieję, że nie brzmię jak wariatka. Problem polega na tym, że sama nie do końca wiem, jak to wszystko opisać i co właściwie się wydarzyło z punktu odbiorcy. Mam na to swoje określenia i swoje metody. Zdaję też sobie sprawę z tego, że nie każdy stan niepokoju można nazwać śladem

Tak samo jak nie każdy ślad wywołuje stan niepokoju. Oraz nie każdy ślad musi być duchem, może być tylko pozostawiona po nim atmosferą. Każda sytuacja jest inna. Wiem tylko, że śmierć można poczuć i nie można jednoznacznie określić, czy to uczucie jest dobre, czy złe.
Pozdrawiam,
Yuriko
Ps. Przepraszam, że tak bardzo się rozpisałam...
