-> Elżbieta
Inni, czyli współwyznawcy.
Tak, nazwę takiego człowieka kapłanem. Nazwę tak kazdego człowieka, który w swoim społeczeństwie pełni rolę kapłana i tak jest przez swoją społeczność nazywany. Nie oznacza to wcale, że będę się z nim zgadzał, albo go automatycznie szanował, ale kapłanem go nazwę.
-> Mohagen
Również uważam, że kapłan, który pełni funkcję społeczną musi rozumieć wszystkie aspekty życia. Nie wiem tylko jak w sytuacji, gdzie pełni on posługę kapłańską, jest dostępny wiernym, radzi, sądzi i dogląda świątyni miałby jeszcze znaleźć czas na zarabianie na chleb. Dlatego też utrzymywanie świątyni i kapłana jest formą umowy społecznej - ty pomagasz nam a my tobie. Przy czym jeszcze raz powtarza nie mówię tu o praktyce bogacenia się kosztem wiernych.
Nadto nie wiem również czemu czepiasz się biednych mnichów/pustelników, wszak pełnią oni bardzo ważną dla społeczeństwa funkcję. Poświęcają się bogom, medytują nad sprawami boskimi w oderwaniu od spraw ludzkich i tworzą te gliniane tabliczki/księgi/pdf-y, które niekiedy okazują się pomocne zwykłym ludziom. Jeżeli czują powołanie by medytować, niech medytują
Enenna napisał(a):
Może powtórzę, co napisałam, żeby uniknąć nieporozumień: rytuały otwarte, jakie ja widziałam, były bez sensu, chyba, że prowadzili je wiccanie.
Pewnie to tylko kwestia semantyki, ale to zdanie brzmi o wiele lepiej i milej niż to poprzednie

Doskonale zdaje sobie sprawę, że fora to trudne medium przekazu myśli i czasem wychodzi nie tak jak by się chciało, dlatego mam w zwyczaju dopytać co i jak zanim zacznę się zaperzać i obrażać, dzięki temu unikam wielu nieporozumień (no chyba, że akurat mam ochotę się kłócić, ale wtedy robię to z premedytacją

).
Enenna napisał(a):
Bardzo chętnie poznam Wasze opinie na temat otwartych rytuałów, na których byliście (nie dyskutuję o rytuałach lepiej i gorzej znających się grup - to nie są rytuały publiczne, w których kapłan odprawia coś dla ludzi, których nie zna).
Przyznam, że zwłaszcza ostatnio dość rzadko brałem udział w otwartych rytuałach. Być może wynika to z tego, że mój światopogląd coraz bardziej dryfował w kierunku animizmu i szamanizmu a raczej trudno o otwarte rytuały w tych klimatach. Ostatni warty uwagi na jakim byłem to tegoroczne Welesowe zorganizowane wspólnie przez druidów i rodzimowierców, któremu to rytuałowi przewodziła Lesza. Muszę przyznać, że osobiście uznaję ten rytuał za udany, gdyż udało mi się dotknąć sacrum. Może daleko mi było do religijnej ekstazy, ale też nie tego się po otwartym rytuale spodziewałem. Jako, że zawsze jestem krytycznie nastawiony do rzeczywistości mam do niego kilka uwag technicznych, ale nic na tyle poważnego aby popsuło mi to całe doświadczenie. Zresztą do rytuałów otwartych zawsze podchodzę z pewną rezerwą, ale też traktuję je bardziej ulgowo, gdyż sa o wiele trudniejsze do poprowadzenia.
Mam nadzieję na wymianę doświadczeń bez zakładania z góry, co partner w dyskusji ma na myśli. W ten sposób możemy zyskać.[/quote]