Hakken napisał:
Cytuj:
Japonia przez kulturoznawców zaliczana jest do kręgu kultury zachodnioeuropejskiej a zatem jest naszym kręgiem cywilizacyjnym i to pod bardzo wieloma względami.
Ciekawe, nie wiedziałam o tym. A nie bliżej im do Chin, Korei czy Wietnamu?
Cytuj:
Synkretyzm nie jest wyznacznikiem NA, można raczej powiedzieć, ze NA również jest synkretyczne.
Chyba zbyt skrótowo napisałam, o co mi chodzi i dlatego nie możemy się porozumieć. Wiem, że stale zachodzi proces przenikania się wierzeń grup, które stykają się ze sobą, ale w tym momencie dochodzi do tego zjawisko indywidualnego wybierania sobie wierzeń. Thomas Luckmann postawił tezę o prywatyzacji religii, tj. odchodzimy od instytucji religijnych, na rzecz wierzeń, które sami sobie wybieramy. Powiedzmy, że NA to zbiór idei, które można oznaczyć literami od A do Z. Ja wybieram zestaw: A, B, O, M, X, a ty B, K, L, M i oboje czujemy się z naszymi zestawami ok. Czy w jakimś tradycyjnym plemieniu albo nawet wspólnocie wyznawców wudu możliwe jest, by każdy członek miał taką swobodę w wyborze wierzeń / memów?
Cytuj:
Oczywiście, ale nie wiem dlaczego akurat NA stawiać jako takie określenie nadrzędne, zwłaszcza jeżeli zaczyna się w ten sposób nazywać praktyki o wiele starsze (jak np. większość ścieżek neopogańskich) ponadto NA ma swoje własne konkretne idee (era wodnika etc) które wiążą się z nim nierozerwalnie a nijak nie pasują do idei, które próbuje się wrzucić z NA do jednego wora. Nie wiem po co to robić, to jedynie zaćmiewa obraz nurtu o którym mówimy, więc utrudnia ewentualną pracę badawczą.
Być może zostanie stworzony kiedyś termin, które będzie lepiej oddawał te zjawiska, o których rozmawiamy. Może badacze za kilkadziesiąt czy sto lat stworzą zupełnie nowe, lepsze klasyfikacje. Na razie spotkałam się z terminami NA, nowa duchowość, era Wodnika, Nowy Eon (czy Eon Horusa - to określenie thelemickie).
Cytuj:
Zresztą po przemyśleniu sprawy to prawdę powiedziawszy nie przeszkadzają mi nawet idee niuejdżu, które były u jego powstania a to co się z nim stało obecnie (czyli gdzieś tak od lat 70'). Zaczęło się od poszukiwania alternatywnej wobec mainstreamu duchowości a skończyło na zrobieniu z niej hamburgera, który może przełknąć każdy. Obecnie ciężko jest wziąć na poważnie ten ruch, gdyż kojarzy się z "inicjacją szamańską w łikend za jedyne 666,66" a od tego każdy kto ma choć trochę szacunku wobec samego siebie woli się odciąć
Z tym trudno się nie zgodzić. Zastanawiam się tylko, czy jest możliwa obecnie religijność / nowa duchowość czy jak to tam nazwać, która będzie jednocześnie popularna i pozbawiona tej skomercjalizowanej otoczki. Wydaje mi się, że nie. Każda duża religia ma tego typu problem. I doprawdy nie wiem, co jest bardziej tandetne: weekendowy kurs szamanizmu czy plastikowe dewocjonalia i figurki katolickie.