|
Rozwój duchowy jest chyba procesem niezależnym od tego, jak go nazwiemy i co przez niego rozumiemy. Zawsze będzie na tyle względny (zawsze będzie ktoś mniej lub bardziej rozwinięty od nas/ silniejszy/słabszy, mądrzejszy/głupszy), że nie sposób odszukać punktu odniesienia pośród całej, niesamowitej plątaniny rzeczy.
Ale pewnie można sobie taki punkt subiektywnie wyznaczyć, jak w dowolnym pomiarze fizycznym: np. upodobnianie się do Bogów/ poczucie harmonii z Przyrodą/ zbliżanie się do cnót swojej ścieżki.
Cała ta sprawa ma bodaj więcej wspólnego ze świadomością niż "ruchem do przodu" - tu zgadzam się z intuicjami przedmówców. Można wyznaczyć sobie cel i sprawdzać rozwój duchowy pod tym kątem, ale czyż głupiec nie uważa się za mędrca? Zgoda, trzeba robić swoje i mieć przekonanie, że się idzie do przodu, ale pamiętając, że każdy krok jest subiektywny. Szczęśliwi ci, którzy mają mistrzów, z którymi wiąże ich najintymniejsza z więzi; gdy słyszą od mądrzejszego od siebie - urosłeś, synu; i czują, że to prawda.
Jednak nawet w takiej chwili uczeń bardziej kieruje się poczuciem, niż pomiarem. Słyszy wypowiedziane słowa, i uświadamia je sobie - coś w duszy drga, i rezonuje z nimi, bardzo subtelnie. Być może to właśnie są te drogocenne i nieliczne chwile, gdy najbliżej doświadczamy Prawdy - na moment stajemy w jej świetle, równie pokorni, co pewni.
Jedyne chwile, gdy byłam pewna poważnych zmian w sobie, bynajmniej nie działy się podczas najbardziej spektakularnych z moich przeżyć magicznych czy duchowych. Stałam na przystanku autobusowym i patrzyłam w szare, nudne niebo; przenikało mnie nagle zdziwienie trudne do opisania - spodziewane, i spokojne. Jest pełno pysznych i wielkich, którzy uważają, że samo przeżycie doświadczenia daje im Wiedzę, pcha ich do przodu. Jak Ennena to kiedyś trafnie ujęła - trzeba mieć wiedzę, i wiedzę o tym jak użyć wiedzy. Zgadzam się, że tylko w takim, dla mnie boskim, tandemie można się rozwinąć, można uświadomić sobie krok, który się wykonało.
Może, aby lepiej zobrazować intuicję, o której mówimy, sformułuję to tak: rozwój duchowy to nie ruch do przodu, ale hylozoa. Uświadomienie sobie ruchu-życia; ruchu, który rządzi bytem. Jeśli tak, to najmądrzejszy będzie ten, kto najlepiej zna jego wzór, i umie dostrzegać go wszędzie.
Platon pisał kiedyś, że w momencie oświecenia (ujrzenia idei, prawdy o czymś) hylozoa rządząca bytem wykonuje nagły, gwałtowny ruch (taki wewnętrzny, jak przemieszanie wody). Może dlatego święto Imbolc, któremu patronuje Brygida, pani potrójnej, doskonałej Prawdy, jest tradycyjnie inicjacją Bardów (najbardziej "natchnionych" z druidów, oraz najmłodszych druidów). I, wierzcie lub nie, na Wyspach mówi się o nim, między innymi, "stirring of the waters".
|