Lucky napisał(a):
O tym co mieści się w prawach do szczęścia i realizowania siebie decyduje indywidualnie każdy człowiek. I wszystko jest w porządku jeśli nie koliduje to z równym wobec wszystkich i neutralnym światopoglądowo prawem świeckim.

Koncepcja "Praw człowieka, jak ją ujmujesz, wcale nie jest neutralna światopoglądowo! Jest to światopogląd właśnie socjalny, może dlatego tego nie dostrzegasz. Jeśli ktoś orzeka, że ma do czegoś prawo, do czegoś konkretnego, to pytanie, kto ma mu to dać? Gdy ktoś ma "prawo do szczęścia", to człowiek nieszczęśliwy może mieć uzasadnione pretensje - do kogo? W Deklaracji niepodległości jest to zdefiniowane rozsądniej: "w skład tych praw wchodzi życie, wolność i swoboda ubiegania się o szczęście" - tym się z grubsza różni socjalizm od liberalizmu.W socjalizmie zatem skoro kolesie uważają, że im browar do szczęścia potrzebny to ktoś (oczywiście państwo) ma im to dać. W tym sensie ludzie nie mają prawa do szczęścia.
Lucky napisał(a):
Małżeństwo reguluje kwestie formalno - prawne i to o nie głównie chodzi.
Ale
nie tylko! Jest też konkretną rzeczywistością opartą na
tradycji przynajmniej kilkunastu tysięcy lat.
Lucky napisał(a):
Bo - jak wszystkim ludziom - przysługują im równe prawa w stosunku do innych.
Bzdura! Ludziom nie przysługują równe prawa i niby dlaczego miałyby przysługiwać. Jak pisałem - ślepiec nie mam prawa zostać pilotem, bo nie spełnia warunków. Homoseksualiści nie spełniają warunków małżeństwa (nie są parą damskomęską) więc nie mają prawa zostać małżeństwem.
Lucky napisał(a):
Zresztą może sią taki związek nazywać inaczej- to tylko kwestia definicji. ważne, żeby wynikające z niego prawa i obowiązki były identyczne jak związków heterosexualnych. Nie rozumiem więc po co wprowadzać oddzielną nazwę.
Związek homo nie jest tym samym, ma inne właściwości niż hetero i inne jest jego znaczenie dla społeczeństwa i właśnie dlatego nie powinni nazywać się tak samo i mieć tych samych praw (kto wie, może większe, ale inne).
Lucky napisał(a):
Jakie powody - nie mogą się rozmnażać? To ma się nijak do regulacji formalno - prawnych.
Oczywiście w dzisiejszym świecie parlament może sobie zadekretować choćby i że Ziemia jest plaska. Ale realnie ma znaczenie. Bo małżeństwo, jako związek z ktrym wiążą się 1) społeczne uznanie, 2) pewne przywileje, powstał po to, by zachęcać ludzi do uporzadkowanego rozmnażania.
Lucky napisał(a):
Rasizm jest formą odmawiania praw grupie ludzi z powodu jej niezawinionej odmienności. W przypadku rasizmu chodzi o kolor skóry. Odmawianie praw homosexualistom też jest dyskryminacją określonej grupy, tyle że podstawą jest orientacja sexualna. Różnica jest więc minimalna i sprowadza się jedynie do kryterium dyskryminacji.
A, to jest Twoja definicja rasizmu. wg PWN jest to na przykład: "
zespół poglądów oparty na pseudonaukowej tezie o nierówności ras ludzkich, fałszywie interpretujący podstawy ich biologicznego, psychologicznego i kulturowego zróżnicowania; rasizm był podstawą nazizmu, apartheidu.", wg wiki "
zespół poglądów głoszących tezę o nierówności ludzi, a wynikająca z nich ideologia przyjmuje wyższość jednych ras nad innymi". Otóż to, co ja mówię nie zawiera w sobie założenia o niższości hmsx (niewykluczone, że ich przeciętny wskaźnik inteligencji czy wrażliwość estetyczna mogą przewyższać przeciętną społ.). W przeciwieństwie do rasizmu, moje stanowisko nie oznacza negowanie ich praw, oprócz jednego: neguję ich prawo do nazywania się małżeństwami. Jeśli uważasz, że kto nie zgadza się by muły nazywać końmi jest rasistą, to tak, jestem rasistą.
Lucky napisał(a):
Uważam też, że państwo powinno legalizować wszelkie możliwe konfiguracje, w jakich ludzie chcieli by żyć, z haremami i wszelkimi innymi kombinacjami. Bo niema żadnego powodu żeby na nie nie pozwalać. Moim zdaniem to człowiek powinien być na piedestale i to jego wola powinna być podstawą ustanawiania prawa pod warunkiem nie kolidowania z prawem świeckim zapobiegającym chaosowi i anarchii.
To Twoje rozumienie pogaństwa. Pogaństwo samo w sobie nie zawiera takich implikacji, mylisz je chyba z Feuerbachem. Również mam takie samo prawo do nazywania się poganinem, a nie zgadzam się by czynić z pogaństwa awangardy lewicowej kontrkultury.
Kallisto napisał(a):
w kwestii "zalegalizowania małżeństw homoseksualnych": tu chodzi przede wszystkim o uregulowanie prawne takich aspektów, jak dziedziczenie czy informacja o stanie zdrowia. czy to są jakieś strasznie wielkie przywileje, że po kilkunastu latach związku jeden z partnerów odziedziczy majątek po drugim? albo że będzie mógł w szpitalu rozmawiać z lekarzem tak samo, jak rozmawiałaby żona o przypadku męża? dlaczego odmawia się im możliwości np. wzięcia wspólnego kredytu na mieszkanie? nikt nie twierdzi, że od razu wolno im będzie adoptować dzieci.
Wszystko to można uregulować bez odwoływania się do pojęcia małżeństwa (głowy nie dam, ale coś mi świta, że nawet na gruncie naszego obecnego prawodawstwa da się to załatwić jedną wizytą u notariusza). I właśnie o pojęcia, uczciwe nazywanie rzeczy po imieniu, ład gnoseologiczny kultury mi chodzi.